| Biblioteka Koczalska - Floetensteiner Bibliothek |
Zbigniew Babiarz-Zych Szli na Zachod Zagospodarowanie Ziem Odzyskanych stalo sie po wyzwoleniu narodowym zadaniem. Stwarzalo szczegolne mozliwosci dla chlopow z przeludnionych dzielnic centralnych i wschodnich ze Zwiazku Radzieckiego. Centralny Komitet Przesiedlenczy w apelu pn. "Na Zachod po ziemie, po chleb" tak zachecal: "Chlopi! Nie musicie juz emigrowac za morze, nowa Polska ma dla Was dosyc ziemi w ojczyznie na wlasnosc, we wieczyste Wasze wladanie. Chcecie chleba - na Zachodzie jest chleb! Chcecie ziemi - na Zachodzie jest ziemia! (...) Rodacy! Na Zachod!" - Jak trafilem na teren Koczaly? O, to dluga historia - opowiada Michal Jankiewicz, jeden z pierwszych tutejszych osadnikow. W 1942 roku przywieziono go do obozu niemieckiego w Radawnicy kolo Zlotowa. - Dzisiaj po tym obozie nie ma juz sladu. Sam nie wie, czy trafilby w to miejsce, tak sie zmienilo. Dwa tygodnie tam siedzial. Potem przewieziono ich koleja do Szczecinka, a nastepnie do Czluchowa, gdzie rozdzielono wsrod niemieckich bauerow - do pracy. Nie mial jeszcze dwudziestu lat. U bauera w Trzyncu kolo Koczaly pracowal do marca 1945 roku. Przyszla Armia Radziecka i zaproponowano mu, zeby wstapil do wojska, jako tlumacz jezyka niemieckiego. Poszedl z Armia. Najpierw w kierunku Miastka - na Piaszczyne. Potem na Slupsk, Lebork i Gdansk. 30 marca skonczyli w "wolnym miescie" walki i przerzucono ich nad Odre. Doszedl az do Laby. Ktoregos majowego dnia, podczas obchodu pan Michal zobaczyl po drugiej stronie rzeki czlowieka. Kiedy odezwal sie do niego po niemiecku, ten odpowiedzial mu, ze jest zolnierzem amerykanskim i jego jednostka jest niedaleko. Pod wieczor wszyscy juz razem ucztowali. Trzy dni prawie trwalo swieto obu armii. Potem Amerykanie wrocili na "swoja" strone Laby i... zaczelo sie ustawianie slupow granicznych. W Armii Radzieckiej pan Jankiewicz pozostal do sierpnia 1945 roku. Uczestniczyl w przesluchiwaniu jencow niemieckich. Gdy dowiedzial sie o akcji zagospodarowania Ziem Zachodnich i Polnocnych, poprosil dowodztwo o zgode na demobilizacje. Przyjechal do Trzynca - tego samego, ktory poznal pracujac u Niemca. Osiadl na 10-hektarowym gospodarstwie rolnym. W 1948 roku przeprowadzil sie do Koczaly... Alfons Zablonski i Marian Eterman, inni z pierwszych koczalskich osadnikow, tez przeszli ciezka droge, nim stali sie obywatelami Ziem Odzyskanych. Pan Zablonski, z zawodu nauczyciel, rodem spod Brodnicy, juz w maju 1939 roku wstapil do Batalionow Obrony Narodowej, dzialajacych w rejonie pogranicza. Gdy rozpoczela sie wojna poszedl walczyc. Ale niedlugo to trwalo. 20 wrzesnia po kilku potyczkach z Niemcami wraz ze swoim oddzialem trafil do niewoli. W obozie w Neubrandenburgu, potem w Jastrowiu przesiedzial prawie cala wojne. W 1945 roku znalazl sie az pod Lubeka. Tam doczekal konca wojny. Do kraju wrocil pierwszym morskim transportem. Z Gdyni zaraz udal sie do Grudziadza - do szkoly, w ktorej uczyl przed wojna. Ale tam byli juz nauczyciele. Byli takze w innych grudziackich i pobliskich szkolach. Brakowalo ich tylko na Zachodzie i tutaj wszystkich chetnych kierowano. Przyjechal wiec do Koczaly. W budynku, w ktorym dzis miesci sie szkola byl radziecki szpital, a w domach obok kwaterowali zolnierze. Komendant jednostki jednak nie czynil przeszkod w uruchomieniu szkoly, stopniowo zwalnial budynki. W lutym 1946 roku dzieci osadnikow mogly rozpoczac juz nauke w polskiej szkole. Alfons Zablonski byl ich jedynym nauczycielem. Trzy miesiace pozniej dolaczyla do niego nauczycielka. Marian Eterman wraz z rodzicami mieszkal i pracowal na dawnych wschodnich terenach Polski. Mieli 8-hektarowe gospodarstwo rolne i zbierali - jak pamieta pan Marian - po 60 kwintali pszenicy z hektara. W 1936 roku powolano go do sluzby wojskowej w 3 Pulku Ulanow, wiec po ogloszeniu mobilizacji w sierpniu 1939 roku trafil tam ponownie. Walczyl jako dowodca sekcji. 26 wrzesnia znalazl sie w ZSRR. Probowal wracac, ale w Kujbyszewie, po dwoch tygodniach jazdy pociagiem trafil do... kopalni wegla. Zarabial, nie powie, nawet 900 rubli miesiecznie, ale warunki, w jakich zyl byly trudne. Gdy w 1943 roku w Zwiazku Radzieckim zaczela formowac sie I Dywizja Wojska Polskiego od razu zdecydowal sie wstapic do niej. Przezyl bitwe pod Lenino. Odbyl defilade w Chelmie, potem w Lublinie i pomaszerowal pod Warszawe. Stamtad na Wal Pomorski i zostal ranny pod Okonkiem. Przewieziono go do Otwocka, nastepnie do Lodzi i tam doczekal konca wojny. W wojsku byl do 1946 roku. Dopiero w styczniu poprosil o zwolnienie. Koledzy namawiali, zeby jechal na Zachod. Trafil do Zaleza kolo Koczaly. Kiedy objal 10-hektarowe gospodarstwo rolne mial 25 lat. Siedzimy w czworke w gabinecie dyrektora Szkoly Podstawowej w Koczale, przed nami tomy kronik; wspominamy, jak budowali Polske Ludowa na Zachodzie. Nie tylko przeciez pracowali zawodowo; pelnili rowniez wiele funkcji spolecznych. Pan Marian Eterman byl, na przyklad, pierwszym przewodniczacym Gminnej Rady Narodowej w Koczale. Do 1951 roku byl takze sekretarzem POP. Przez caly czas jest radnym. Pan Alfons Zablonski byl takze radnym, czlonkiem rady nadzorczej Gminnej Spoldzielni "Samopomoc Chlopska", przewodniczacym FJN w Koczale, od 17 lat jest prezesem gminnego kola ZBoWiD, wiceprezesem ZSL. Michal Jankiewicz byl pierwszym soltysem w Trzyncu, dzialal w Zwiazku Samopomocy Chlopskiej, w latach 1951-1952 byl przewodniczacym Zarzadu Gminnego ZMP, zastepca przewodniczacego GRN w Koczale. Od 1952 roku pracowal w aparacie partyjnym w Czluchowie, potem zostal prezesem GS w Koczale. Dzialacz ZBoWiD, ORMO, FJN. Oni i im podobni decydowali o rozwoju gospodarki tych ziem, nadawali kierunek zyciu spolecznemu. Koczala zmienila sie. Ma dzis jeden z najlepiej gospodarujacych w wojewodztwie pegeerow, niezla rolnicza spoldzielnie produkcyjna. Ludzie zyja w dobrych warunkach. Prawie w kazdym domu jest woda biezaca, centralne ogrzewanie. Wyroslo nowe osiedle, w ktorym mieszka prawie 100 osob - tyle co w calej przedwojennej Koczale (przed wojna, w 1939 r., Koczala liczyla sobie 1843 mieszakancow - uwaga J. Bublewicza). A nowych blokow ciagle przybywa. Rozbudowano szkole, powstalo przedszkole, jest gminny osrodek kultury, dobrze rozwinieta siec sklepow geesowskich. No i - co najwazniejsze - ziemia rodzi. Tuz po wojnie trzeba bylo organizowac specjalny zaciag mlodziezy do zaorywania tutejszych ugorow, przeciwstawiac sie tendencjom zalesiania slabych gruntow. Dzis gospodaruja na nich PGR i Rolnicza Spoldzielnia Produkcyjna. Oczywiscie, nie ma ludzi bez skazy i nie ma tez dzialan bez bledow. Za takie dzialania, moi rozmowcy uwazaja, na przyklad, zbyt silne forsowanie procesu kolektywizacji rolnictwa w latach 50-tych. W sumie przynioslo wiecej szkod niz pozytku. Marian Eterman, na przyklad, ktorego po raz pierwszy "rozkulaczono" sila w 1939 roku, drugi raz zrobil to sam. Tak mu nie dawano spokoju, tak namawiano, zeby wstapil do spoldzielni, ze - jak mowi - postanowil sprzedac wszystko co mial i rozparcelowal wlasne gospodarstwo. Potem musial organizowac je na nowo. Bledy popelniano takze w latach pozniejszych. PGR w Koczale mial wizytowac dostojnik - przypomnial pewne zdarzenie Michal Jankiewicz. Zblizal sie termin wizyty, a nowych chlewni jeszcze nie skonczono. Plac budowy przypominal pobojowisko; rozkopane doly i wszedzie porozrzucane materialy budowlane. - Nie, tego nie moze zobaczyc gosc - zawyrokowal ktos z wojewodztwa i polecil wszystko zasypac ziemia. Przyjechaly spychacze i wyrownaly teren. - I co sie dziwic, ze dzisiaj mamy tyle miliardow dlugow i brakuje roznych materialow budowlanych - stwierdzil rozmowca. - A co pan wtedy robil? - zapytalem go - przeciez byl pan w zespole przygotowujacym wizyte i wcale nie musial zgodzic sie na zasypywanie nie dokonczonej budowy? - Nie musialem - odpowiedzial - ale sie zgodzilem. I popelnilem duzy blad... Nie zaluja, ze przyjechali do Koczaly, zostawili tu prawie cale zycie. Ze ciezko walczyli za Ludowa Polske, za ten kawalek ziemi na Zachodzie, na ktorym spoczna ich kosci. - Kto byl pod Lenino, widzial plonaca Warszawe w 1944 roku, przeszedl Wal Pomorski, wie, ile warta jest Polska - powiedzial pan Marian Eterman. I chociaz, jak on, po 40 latach pracy na roli, dzis musi jeszcze dorabiac - nie powie zlego slowa na socjalizm. Jest przekonany, ze Polska, a takze on sam wiele socjalizmowi zawdziecza. ^nach oben ^ |
|
Copyright (c) 2007 - Jacek Bublewicz,
www.hiazintus.com
All Rights Reserved
Webmaster: Jacek Bublewicz - koczala@hiazintus.com