| Biblioteka Koczalska - Floetensteiner Bibliothek |
Jacek Bublewicz Samson Siłacz Dzień cały szalała potężna wichura. Wiatr rzucał ciężkimi kroplami deszczu w okna trzeszczących chat, wprawiał w nieregularny ruch rozwichrzone korony drzew, których młode listowie przeszyte strachem poddawało się jego mocy. Pusto było na ulicach. Niewielu wychodziło w taką pogodę na dwór, a ci, którzy z różnych przyczyn musieli wyjść z przytulnych murów domów, wracali później do nich przyspieszając kroku. Nastał wieczór, a wraz z nim niesamowita cisza. Dziwnie było wsłuchiwać się w nią po tak bogatym korowodzie dźwięków. Dym z kominów chat unosił się niemal pionowo ku górze, pochylając się nieznacznie w kierunku wschodnim. A od zachodu zbliżał się wolno pas mrocznych chmur, z głębi którego wynurzały się groźne odgłosy burzy. Wkrótce nad samą wsią rozległy się grzmoty, a sieć błyskawic rozjaśniała swym rażącym blaskiem ciemności nastałej już nocy. W pewnym momencie wstrząsnął mieszkańcami potężny huk, silniejszy i gwałtowniejszy od poprzednich. Kilka osób odważnie wyszło na próg domu z zamiarem sprawdzenia, co się stało. Przerazili się tym, co ujrzeli. Szybko rozniosła się po domach wiadomość, błyskawicznie zebrała się grupa ludzi przepełnionych chęcią pomocy. Palił się kościół. Z wielkim poświęceniem wynoszono z płonącego kościoła ołtarze, obrazy i inne religijne przedmioty. Walił się dach, drewniane ściany przemieniły się w czerwony, płomienny żar. Trudno było opanować ogień. Ze smutkiem patrzono na ginący w płomieniach kościół. - A gdzie Samson?! - wykrzyknęło kilku przerażonych ludzi. - Gdzie Samson? - roznosiło się pytanie. Nie było go widać wśród wyniesionych przedmiotów. Oczy wszystkich zwróciły się w kierunku drzwi kościoła. Wiedziano, że wejście do niego zakończyć się może śmiercią. Nagle, ku niewysłowionemu zdziwieniu wszystkich, z wnętrza płonącego kościoła wychodziła drobna istota trzymająca w swych spracowanych rękach pewną rzeźbę. - To Hildegarda. Nasza Hildegarda! - podniosły się głosy. W pośpiechu podbiegło do niej dwóch młodych ludzi i pomogło wydostać się kobiecie z zagrożenia. Ciężko oddychając, z nadpaloną bluzką, z drżącymi dłońmi, a jednak pełna radości spoglądała swymi jasnymi oczyma na zebranych wokół znajomych, a w chwilę później skierowała swe oczy ku twarzy wyniesionej przez siebie postaci. Tak. Nasza drobna Hildegarda uratowała siłacza Samsona. A był to dzień 19 maja 1891 roku - tragiczny, a jednak z iskierką radości.
Samson Siłacz ^do góry ^ |
|
Copyright (c) 2007 - Jacek Bublewicz,
www.hiazintus.com
All Rights Reserved
Webmaster: Jacek Bublewicz - koczala@hiazintus.com