Paul Panske
CHOJNICE I CZŁUCHOWO W CZASACH TAK ZWANEJ REFORMACJI I PRZECIWREFORMACJI
Przewroty religijne szesnastego stulecia, o ile dotyczą starostwa człuchowskiego, nierozerwalnie jakoby łączą się z nazwiskiem dwu starostów Latalskich, ojca i syna. Janusz Latalski, wtenczas już od kilku lat wojewoda poznański i starosta inowrocławski, otrzymał dnia 22. lutego 1546 r. za wstawieniem się królowej Bony także starostwo człuchowskie. Miał brata starszego Jana, który z biskupstwa poznańskiego, którem zwiadywał od r. 1525 do 1536 i przeniósł się na katedrę krakowską, a w rok później (1537) zasiadł na stolicy prymasowskiej gnieźnieńskiej († 1540, 77-letni). Imiona rodziców nas nie doszły: wiemy tylko, że matka, z Łabiskich, była dziedziczką rozległych dóbr łabiszyńskich, które znacznie podniosły i tak już znakomitą zamożność Latalskich; krescytywa ta przyniosła dziedzicom 1538 od króla rzymskiego Ferdynanta I. (oczywiście w zastępstwie cesarza) tytuł „hrabiów na Łabiszynie”. O trzecim bracie Jerzym, kasztelanie lędzkim, wiadomo, że się skłaniał ku nowinkom religijnym: gdy się po śmierci arcybiskupa zgłosił do kapituły gnieźnieńskiej o dożywocie na trzech wsiach arcybiskupich, doznał odmowy; kapituła oświadczyła, że, chociażby żadnych innych nie było w tej mierze przeszkód, to samo podejrzenie o skłonność do herezji udzielenie konsensu czyniłoby niemożebnem.
O Januszu atoli dowiadujemy się, że jeszcze w r. 1552 na sejmie piotrkowskim, gdzie jako najstarszy wiekiem senator ostro ganił biskupów, pod koniec swej mowy wyraźnie zaznaczył: „Co mówię, to mówię dla tego, że chciałbym widzieć was wolnych od niebezpieczeństwa; nie podejrzywajcie mnie o herezję lub sprzyjanie jej; w co dzieckiem będąc wierzyłem, w to i teraz w starości wierzę, i jako sam chcę pozostać przy swej wierze tak życzyłbym sobie, aby wszyscy przy niej pozostali; lecz tu nie chodzi o wiarę, tylko o wolność, którą to sądem waszym podeptaliście”. Mimo to trzy lata później, w r. 1555, zaprowadzono w Dębnicy koło Gniezna, majętności Janusza Latalskiego, nabożeństwo luterskie, które odtąd przez półtora wieku tam się odprawiało.
W tym samym roku najznaczniejsza miejscowość starostwa człuchowskiego, miasto Chojnice, przyjęła urzędowo wyznanie augsburskie.Wiadomość o tem zachował obraz, malowany w kształcie lichtarza i zawierający całą osnowę confessionis Augustanae: wisiał w luterskim zborze, w tak zw. kościele Trójcy Przenajświętszej (na rynku), dopóki tenże się nie spalił w r. 1742. Na obrazie tym był taki napis: „In diesem 1555-sten Jahre hat Konitz die Augsburgische Konfession angenommen. Diese öffentliche Annehmung der evangelischen Lehre ist geschehen, da Benedikt Schepler, Christoph Reinicke und Paul Musolff als Bürgermeistern, Georg Witte und Matthias Teche als Kämmerer, Adam Nitzkowski, Simon Gercke, Paul Ludwich, Thomas Lendau und Jodokus Hertzenberch als Rathverwandte das Regiment in der Stadt geführt”. To wszystko, co nam pozytywnie o tem zdarzeniu przekazano. Inne tu i owdzie napotykane wiadomości to tylko dowolne kombinacje, do których stosować należy najostrzejszą krytykę. Nasamprzód nie zasługuje zupełnie na wiarę, jakoby w tym samym roku 1555 król Zygmunt August wystawił był Chojniczanom szczegółowy list konfirmacyjny i przywilej jakiś zezwalający na swobodne wykonywanie obrzędów luterskich. Gdyby miasto takie pismo rzeczywiście było otrzymało - czy to w r. 1555 czy w innym roku - byłoby je oczywiście przechowywało z największą troskliwością: już to wogóle na chwałę Chojnic zaznaczyć trzeba, że miasto to, jak może żadne inne na wschodnim obszerze kolonizacyjnym niemieckim, od najdawniejszych czasów wszystkie swoje przywileje otaczało staranną opieką. Nie zasługują też zbytnio na wiarę podania zawarte w Historia Residentiae Choinecensis Societatis Jesu. Mianowicie dział wstępny aż do r. 1650 - drukowany w toruńskich Fontes, tom 14 (1910) str. 598-627 - ułożony został dopiero krótko przed r. 1686 (por. tamże str. 597): więc niedziw, jeśli wiadomości o zdarzeniach z przed więcej niż stu lat okazują się dość niejasne i stanowcza niemal wszędzie wymagają korektury, np. co do opisu - w tejże Historia - uczestnictwa Stanisława Latalskiego w dziele „reformacji” Chojnic, oraz innych zdarzeń. Przecież Stanisław, syn Janusza, w r. 1555 starostą człuchowskim wcale jeszcze nie był, ani też nigdy nie był w Lipsku na studiach; więc też nie mógł stamtąd przynieść herezji. Pozatem wszystko iluzorycznem, co popisano o wypędzeniu proboszcza chojnickiego i jego 6 wikarjuszów spowodowanem niby przez Stanisława: tem bardziej, że kilka wierszy niżej mówi Historia o tym samym proboszczu, że publicznie na ulicach kazania wygłaszał ostrzegając przed herezją, aż nareszcie na cmentarzu - oczywiście tuż przy kościele - ausu nefario, impetu in eum facto, został zamordowany.
Poniżej sprawę tę dokładniej omówimy. Tu wypadnie nam udowodnić, że Janusz Latalski, a nikt inny, w r. 1555 był starostą człuchowskim. W księdze radzieckiej chojnickiej z rzędu drugiej (Archiwum gdańskie państwowe Abt. 320 nr. 2) znajduje się na odwrotnej stronie teraźniejszego fol. 24 zapis z nagłówkiem H(er) Haupttman uff Slochaw Janussius von Liatalitcz Graff zu Labischin. Obywatel chojnicki Greger Nitze kupił był od starosty pewną ilość miodu; przyrzeka sumę pozostałą - więc zaliczkę już wpłacono - zapłacić dem Hern Haupttman seiner g(naden) uff den tagk Joannis Baptistae des kunfftigen 57-ten Jares. Zapiska ta datowana (na karcie 25) z dnia 14. grudnia 1556 r., lecz całkiem przekreślona: co się wyjaśnia uwagą na samym dolnym brzegu stronicy odwrotnej karty 24: Anno 1557 am Sontage noch Johannis Baptistae (=27. czerwca) hat der E(rbar) Greger Nitze dem Hern Hauptman zur gnuge vollige bezalunge vor den honick gethan. Ponieważ tu starosty nie wymieniono z imienia, nie można w prawdzie stanowczo stwierdzić, że i tu koniecznie chodzi o Janusza. Z drugiej strony tyle pewne, że Janusz umarł na krótko przed 10-tym września 1557 r. (Por. Dodatek 2).
Jeżeli więc jeden z Latalskich w r. 1555 w jakibądź sposób przy zmianie religji Chojniczan był czynny, mógł to być tylko Janusz. Wszakże co znów kronika jezuicka (= Historia Residentiae) w tym względzie narzuca: deinde (po wypędzeniu księży katolickich) magistratu catholico deposito acatholicum imposuit - jeżeli się w tem miało zachować przypomnienie jakiegoś zdarzenia - jeżeli! (coprawda nie wierzę tego), to ten fakt zupełnie się zaćmił i zatarł. Mianowicie w r. 1554 odbyła się przed komisją królewską rozprawa między radą miasta Chojnic i Grzegorzem Judasem, Szymonem Gerkem, Tomaszem Lindawem i Jostem Hertzenbergem, usuniętymi z urzędów radzieckich. Starosta jednak z tą sprawą nic nie miał wspólnego; nie chodziło tu zgoła o sprawy religijne. Wreszcie, zdaje się, usunięci sprawę wygrali, albowiem trzech z nich następnego roku spotykamy znowu w radzie. Prócz tego wiadomo, że we Wielki Czwartek 1550 r. providus Simon Gerke civis et consul Conicensis był wezwany przez starostę do Człuchowa przed trybunał jego i tam spotkała go banicja. Innych zatargów między starostą i radą chojnicką (względnie jej członkami) nie było, ściślej mówiąc, żadna o nich nie przechowała się wiadomość.
Co do drugiego przekazu kroniki jezuickiej, być może, że autor jej ma słuszność - oczywista, że i ten odnosimy do Janusza (nie do Stanisława) Latalskiego: erectis scholis et bibliotheca in libris haereticis fundata, magistros Lutheranos pro erudienda inventute introduxit: quod et Schlochoviae et Fridlandiae, in eiusdem capitaneatus civitatibus, fecit. Że w Chojnicach wzniesiono w r. 1555 szkołę luterską (liczba mnoga scholis odnosi się zapewne do urządzenia kilku klas), stwierdza okoliczność, że na szczycie szkoły był wyryty tenże rok (1555).
Wiadomość tę zawdzięczamy zapisowi pochodzącemu niewątpliwie od katolickiego proboszcza chojnickiego Jana Bannera (1632-75). Tenże w r. 1663 sporządził z starej księgi rejestrowej kościoła swego - dzisiaj nazwalibyśmy ją dziennikiem przychodu i rozchodu - odpis, którego cel zaraz objaśnimy. Ten „Excerpt” zachował się, chociaż tylko w dwóch odpisach (podług nich drukowany w Fontes tom 13, 1909, str. 573-576). Z całej treści Ekscerptu, zwłaszcza z uwagi końcowej, widać, że około r. 1663 uporczywie utrzymywało się mniemanie, jakoby zgórą wiek temu heretycy wypędzili Augustjan chojnickich, a może nawet ich wymordowali. Wobec tego ks. Banner stwierdza, że zakonnicy konwentu chojnickiego już w r. 1518 sprzedali kielichy kościoła swego i zaczęli klasztor opuszczać. Ostatecznie w r. 1527 sprzedał jeden z nich (ostatni?) ogród niegdyś klasztorowi podarowany; skutkiem tego Chojniczanie zwrócili się do króla z supliką: oznajmiwszy, że zakonnicy pouciekali, prosili, aby im wolno było znieść klasztor, który jako kryjówka żywiołów niespokojnych był dla miasta niebezpieczeństwem, inwentarz zaś obrócić ad pia opera. Ks. Banner w tem podaniu odwołuje się na reskrypt królewski datowany z Krakowa z dnia 3. czerwca 1530 r., którego odpis miał u siebie; co do sprzedaży zaś z r. 1527 odsyła do ksiąg miejskich. Pozatem wykazuje ks. B. opierając się ciągle na wzwyż wymienionej księdze rejestrowej, że katolickie nabożeństwa przez wszystkie lata aż do r. 1555 odbywały się bez przerwy.
Co ks. Banner tu stwierdza, jest dla badań dziejowych, oczywiście arcyważne. Mimo to nie będziemy tego, co w Chojnicach się działo w r. 1555, uważać za kaprys chwili; był to tylko koniec dokonywującej się od lat kilku, może nawet kilkudziesięciu ewolucji. Nie można wprawdzie teraz po stuleciach łudzić się nadzieją wyświetlenia dokładnego pierwszych początków ujawniającego się ruchu religijnego, tyle jednakże zapewne powiedzieć można, że w czasie, gdy wysłano do dworu królewskiego ową prośbę w sprawie opustoszałego klasztoru augustjańskiego, bądź co bądź oficjalni przedstawiciele Chojnic czuli jeszcze i myśleli po katolicku. - W toku sprawy klasztornej, jak to Ekscerpt wykazuje, przybył w r. 1534 oficjał do Chojnic. Jeżeli się nie mylę, usposobienie w owym czasie było już inne. Na tę myśl naprowadza protokół, znajdujący się w najstarszej chojnickiej księdze radzieckiej (Abt. 320 nr. 1 gdańskiego Archiwum państwowego) między aktami datowanemi z r. 1533. Główną rolę tam odgrywa niejakaś Lena Maciejowa (Maczes hausfrawe), która takie wygłosiła zdanie: „ich weyss nicht, welche kynder vor gothe besser seyn odder nicht: echte kynder odder huerkinder”; na co balbierz dodał: „ym alten Testament haben die priester echte frawn gehat und kynder erneret, diesselben vor erliche gehalten”. Z tego oczywiście wynika, że w owych czasach rozmowy o małżeństwie kapłańskiem i t. p. nawet u prostych ludzi były na porządku dziennym.
Zdaje mi się, że na piąty dziesiątek lat przypada działalność męża, którego wpływ według kroniki Jezuitów był rozstrzygającym dla protestantyzacji Chojnic, rodzinnego miasta jego. Nazwisko jego spotykamy po raz pierwszy w wymienionej już najstarszej księdze radzieckiej, gdzie się znajduje zapiska następująca: „Item ich Casper Geschke bekenne hie mit meiner eigenen Handschrift: Demnach mir ein Ehrbar Rat dieser Stadt Chonitz das Stipendium zu Leipzig auf drei Jahr verliehen und gegeben: dass ich gemeiner Stadt nach derselbigen Zeit, wenn sie mein begehren würden, vor andern, als meinem Vaterland, dienen will: getreulich und ungefährlich, Actum den 8. Septembris des 41. Jahres”. Chodzi o stypendjum fuhrmannowskie; poprzedni stypendjat Walenty Zaleski (Salesskie, zaopatrzony w r. 1539) zmarł. Tak w jesieni 1541 r. Kaspar Jeschke - bo tak, przez literę J, gdzieindziej nazwisko się pisze - udał się do Lipska na wszechnicę. Trzeba wiedzieć, że uczelnię tę, której zwłaszcza wydział teologiczny był dotąd twierdzą katolicyzmu, po śmierci księdza Jerzego († 1539) „zreformowano” przez brata jego i następcę, księcia Henryka („Pobożnego”), a stało się to szybko i nie bez użycia gwałtownych środków. W ten sposób młodzieniec dostał się w atmosferę, która go pozbawiła wiary młodych lat; niedziw tedy, że starał się dla nowo przyjętych idei pozyskać także w ojczystem mieście grono przyjaciół swych i znajomych. Ale na to, rzecz prosta, nie wystarczały same wakacje, lecz, zdaje się, Jeschke wrócił rzeczywiście „nach derselbigen Zeit”, tj. po trzechletnich studjach w Lipsku - może też nieco później - do Chojnic i był tu czynny (nie wiedzieć, jak długo) w szkólnictwie. Jeżeli się nie mylę, to przynajmniej jednego z jego ówczesnych uczniów można jeszcze stwierdzić: jest nim późniejszy organista (i pisarz miejski) Michał Lüdicke, który potwierdza w księdze radzieckiej Abt. 320 nr. 2 pod dniem 12. stycznia 1556 r., że radnym miasta „in beisein des achtparn hern Magistri Caspari Geschkau, meines freuntlichen lieben preceptoris und forderers” przyrzekł służbę na dziesięć lat „meinem lieben vaterland”. Więc Lüdicke był także rodem z Chojnic: w Lipsku nie studjował (por. Freytag str. 68 dopisek 2); przeto wszelkie prawdopodobieństwo przemawia zatem, że w pacholęcym wieku był uczniem Jeschkego w Chojnicach samych. Musiało to się wtedy stać już kilka lat przed r. 1556; co się z naszą tezą znakomicie zgadza. Wątpliwem w tym wypadku pozostaje, jak to już wyżej zaznaczyliśmy, czy Jeschke zaczął nauczać w Chojnicach już 1544 r., czy też dopiero pod koniec lat czterdziestych. W międzyczasie bowiem uzyskał stopień bakalarza w Lipsku, i to w lecie 1547 r. Za drugą alternatywą przemawiałaby okoliczność, że właśnie z powodu swej działalności chojnickiej, zdaje się, Jeschke został polecony albo raczej polecił on sam siebie staroście Januszowi Latalskiemu, który mu powierzył ochmistrzostwo swych młodszych synów. To zaś zbliżenie się do Latalskiego przyczyniło się pewnie nie mało do tego, że mógł powrócić do Lipska. Mianowicie w lecie r. 1551 hrabia Jan Latalski, liczący dopiero 11 lat, został imatrykułowany na wszechnicy lipskiej, następnej zaś zimy uzyskał Jeschke stopień magistra. Młodszy brat, hrabia Jerzy, przybył na semestr zimowy 1553/54, mając niespełna 13 lat. W tymże semestrze Jeschke (Geschkaw) piastował urząd dziekana fakultetu artystów. W tej samej dobie ( w r. 1553) otrzymał był posadę w Collegium Beatae Virginis. Jak długo Jeschke (z obydwoma Latalskimi) w Lipsku pozostał, znowu dokładnie stwierdzić nie można; zdaje się jednak, że opuścili Lipsk w r. 1556, a najpóźniej 1557.
W roku tym (1557) widzimy Geschkaw’a już czynnym w zupełnie innym kierunku. Do klasztoru oliwskiego pod rządami Lamperta Schlieffa (piastował on godność opacką od 9. lipca 1549 r.) zakradły się wielkie nadużycia gospodarcze. Wtedy rozpoczął Geschkaw, za pomocą i czynną współpracą niektórych magnatów pruskich, swoje wichrzenia, usunął gwałtem opata i sam miejsce jego zajął. Drogę do wyższych urzędów i godności utorował czy też widoki na nie otworzył był mu jego wdzięczny protektor, starosta Janusz Latalski, który mu u króla Zygmunta Augusta wyrobił dyplom szlachectwa, datowany z Wilna dnia 19 marca 1555 r. Czy Latalski miał zamiar wyjednać mu nawet probostwo chojnickie - musiałoby to w danym razie być w tym roku 1555, po zamordowaniu proboszcza Schnitkego (o czem później) - nie śmiem twierdzić. Znanym jest fakt, że Jeschke także w późniejszych latach, gdy znowu żył (jako tako) po katolicku, z trudem tylko usuwał podejrzenia, jakoby był niestałym we wierze. Umarł jako opat oliwski dnia 7. kwietnia 1584 r.
Że zmiana wiary w Chojnicach w r. 1555 nie nastąpiła nagle, o tem mogłaby jeszcze świadczyć notowana u Freytaga str. 64 przeprowadzka rodziny Harbartów ze wsi Buchholz do Chojnic, jeżeli enuncjacjom pośmiertnym jakąkolwiek wiarę dać można, i jeżeliby nie było obawy, że są one ozdobą panegiryczną. Czy rzeczywiście i w pierwszym rzędzie dla tego Harbartowie miejsce rodzinne opuścili, aby lepiej móc żyć według nowej wiary? Dla czego przybyli do Chojnic, a nie np. do Człuchowa lub Frydlądu? Któżby po latach (lub dziesięcioleciach) mógł jeszcze o tem coś pewnego wypowiedzieć? Atoli do większej chwały syna oczywiście przyczyniło się, jeżeli już rodziców przedstawiono jako bardzo mocnych w nowej wierze. Marcin Harbart (ojciec profesora Burcharda H., o którego pochwałę pośmiertną chodzi) uzyskał obywatelstwo chojnickie dnia 10. września 1553 r., więc dwa lata (może niespełna) przed roztrzygającym rokiem 1555.
Na tem wszystko się wyczerpuje, co wogóle powiedzieć można w sprawie zaburzeń „reformacyjnych” w Chojnicach przed codopiero wymienionym rokiem. Co bowiem pozatem Goedtke odnosił do tych czasów - powtarzano to dotychczas zawsze i wszędzie we wszystkich rozprawach, dotyczących chojnickiej historji kościelnej - to nic zgoła niema wspólnego z Chojnicami ani z czasami przedreformacyjnemi, ale zupełnie inne ma znaczenie, w pewnej mierze nawet wprost przeciwne temu, jakie chce mieć Goedtke.
Co do zajść z r. 1555, zwracamy uwagę na to, że zgadzają się ze sobą poszczególne podania, znajdujące się w Ekscerpcie (z roku 1663) oraz w Historia Residentiae (pisanej dwadzieścia kilka lat później: zob. str. 137). Oba podania są zapewne odzwierciedleniem tradycji, która się utrzymała w kołach katolickich o zdarzeniach rzeczonego roku; błednie tylko wmieszano w nie Stanisława Latalskiego jakoby ówczesnego starostę. Wzniesienie nowej szkoły, jak już wspomnieliśmy, stwierdza rok wyryty na czołowej stronie gmachu. Morderstwo proboszcza na cmentarzu nawet Freytag (str. 71) przypuszcza, choć niechętnie, jako fakt możliwy. Oba źródła wymieniają Chojnice jako miejsce urodzenia tego proboszcza. W Historia Residentiae zachowało się jego nazwisko chociaż w formie nieco zepsutej: nazywał się Schnitke czyli Schnitzke (stąd w Historia Schincki, ma być Schnicki).
Czy jeszcze za jego życia nastąpiło oficjalne przyjęcie wyznania augsburskiego czy też dopiero po jego śmierci, nie można ustalić. Niewiadomo także, co się stało z parafją osieroconą komu rząd parafji został powierzony? Pierwszą w tym względzie autentyczną wiadomośc daje nam pismo królewskie, datowane z sejmu warszawskiego dnia 1. czerwca 1572 r., którem arcybiskupowi gnieźnieńskiemu honorabilis Jacobus Techius, clericus dioecesis Gnesnensis prezentowany został na probostwo chojnickie. Beneficjum to zawakowało per obitum honorabilis Joannis Wissoczky, ultimi dictae Ecclesiae veri et legitimi possessoris. Wszakże od którego czasu Wysocki był w posiadaniu parafji, o tem niema żadnej zgoła wiadomości. Pochodził, jeżeli się nie mylę, z rodziny szlacheckiej, nazwanej tak od wsi Wysoka blisko Raciąża, w powiecie tucholskim. Może był spokrewniony z Jerzym Lewaltem, dziecicem Powałek. Wtedy też tem lepiej zrozumielibyśmy, że tenże dziedzic, gorliwie się starając o zachowanie sąsiedniej szlachty przy wierze katolickiej, nie tylko wzniósł w Powałkach dom Boży, ale nawet zamierzał opatrzyć tam proboszcza w dotację. Może ks. Wysocki, ile razy przybywał do Chojnic w celu pobierania dochodów z włók proboszczowskich, zamieszkiwał w Powałkach. Gdzie było stałe jego miejsce pobytu, niewiadomo. W Chojnicach zapewne nie mieszkał.
Następca ks. Wysockiego, ks. Jakób Techa, Chojniczanin, pochodził z zamożnej rodziny mieszczańskiej. Instytuowany został przez arcybiskupa w Warszawie dnia 19. czerwca 1572 r., lecz taksamo jak poprzednik nie mógł w rzeczywistości objąć rządów parafji. W dokumencie niejakim kartuskim z dnia 23. kwietnia 1578 r. wymieniony jeszcze Jacobus Techius plebanus Choinicensis. Roku następnego już nie żył.
W międzyczasie luteranie chojniccy dawno już według własnego upodobania urządzili byli swoje sprawy kościelne. Kto pierwszy tu głosił słowo Boże według zasad luterskich, niewiadomo. Co Freytag (na str. 69) mówi o przypadkowych odwiedzinach obcych predykantów i o domowem nauczaniu, to pochodzi właśnie z owego źródła, które od Goedtkego czasów błędnie uważano jako dotyczące lat 1545-50, więc tem samem pozbawione jest wszelkiego znaczenia. Jednak „Excerpt” także mniema, że „Chojniczanie bawili się przychodniemi ministrami co raz inszemi”, aż wreszcie przeor Dominikanów chełmińskich Eleuterjusz Berent, przybył „samotrzeć”; wszakże obaj towarzysze zakonni opuścili go: dopiero w Chojnicach bowiem (jak podaje Historia Residentiae) okazał się prawdziwy zamiar Berenta; ten zaś „tu został, szaty mnichowskie zrzucił a żonę pojąwszy pierwszym ministrem tu był y też umarł”. Jeśli Ekscerpt przybycie Berenta kładzie w r. 1575, jestto grubym błędem, inne jednakże wiadomości zasługują na pełną wiarę. Przez „pierwszego ministra” trzeba oczywiście rozumieć pierwszego stale urzędującego pastora. W najstarszej księdze radzieckiej znajduje się pod r. 1568 wzmianka z napisem: „Vota auf die Prediger”. W niej wymieniony „her Peter”; dalej czytamy: „der pfar und sein Commendarius”. Her Peter to Piotr Taubenheim, który rok przedtem został pierwszemu (i dotychczas jedynemu) predykantowi przydany na prośbę jego od Rady jako pomocnik (z tytułu komendarza). Berent w tym samym roku 1568 umarł. Tak już pozostało na zawsze; dwóch luterskich ministrów urzędowało w Chojnicach. Salarjum swoje otrzymywali, oprócz grosza ofiarnego, fenigów za spowiedź i innych akcydensów, od rady miejskiej.
W r. zaś 1579 powiodło się staroście Stanisławowi Latalskiemu pozyskać dla lutrów także sześć włók plebańskich. Albowiem za jego zapewne inicjatywą stało się, że po śmierci katolickiego proboszcza ks. Jakóba Techy król Stefan Batory prezentował na Chojnice miejskiego proboszcza człuchowskiego i zamkowego kaznodzieję Jana Elharda.
Z pertraktacyj piśmiennych, odbytych w r. 1597 pomiędzy arcybiskupem Stanisławem Karnkowskim i Chojniczanami z powodu, że arcybiskup zamierzał przybyć do miasta, dowiadujemy się, że Stanisław Latalski jakoby posiadał nad kościołem parafjalnym prawo patronackie, zatwierdzone mu przez króla Stefana. Od którego króla pierwotnie otrzymał był to prawo, niewiadomo. Wątpliwem, czy od Zygmunta Augusta († 7. lipca 1572 r.): w takim bowiem razie Latalski byłby próbował prawdopodobnie już w r. 1572, narzucić Jana Elharda jako proboszcza chojnickiego. Może nie trzeba wyrazu „confirmatum” zanadto dosłownie rozumieć, tak że dopiero król Stefan sam rzekome prawo patronackie udzielił. Znaną jest rzeczą, że miasto Gdańsk od niego właśnie w r. 1577 otrzymało pierwszy swój przywilej religijny.
Na tem miejscu wypada nieco bliżej zająć się osobą Stanisława Latalskiego. Był on najstarszym z trzech synów Janusza. Janusz zaś na sejmie piotrkowskim w r. 1552 był rzekomo „najstarszym senatorem podług wieku”; więc zdaje się, że stosunkowo późno wstąpił w stan małżeński; może dopiero po powrocie z niewoli tureckiej, z której go brat jego Jan, naówczas biskup poznański, wykupił w r. 1529. Mianowicie synowie jego urodzili się: Jan około r. 1541, jak to wynika z lat podanych przy imatrykulacji w Lipsku. Stanisław był oczywiście starszym; jednakowoż i on, gdy w r. 1557 po ojcu objął oba starostwa, inowrocławskie i człuchowskie, liczył może lat dwadzieścia kilka, conajwyżej około trzydziestu. W młodym wieku wychował się był m. i. na dworze króla rzymskiego Ferdynanda we Wiedniu. Dnia 24. września r. 1563 zawarł związek małżeński we Wolgaście z księżniczką Georgją, pogrobową córką księcia pomorskiego Jerzego I z drugiego jego małżeństwa z Małgorzatą, córką elektora brandenburskiego Joachima I. Związek ten małżeński wywarł niebawem wielki wpływ na kształtowanie się stosunków kościelnych w Człuchowie i okolicy.
Zgóry przyjąć można, że luterskie nabożeństwa publiczne rozpoczęły się w Człuchowie mniej więcej w tym samym czasie, w którym je w Chojnicach i Dębnicy (posiadłości Latalskich koło Gniezna) dowodnie stwierdzono, tj. około r. 1555. Atoli pierwszą pozytywną wiadomość przechowała lustracja z r. 1564: „Koscziol podawania Krola JegoMosczi, pleban ma żonę”. Nazwiska proboszcza nie podano; taksamo nie wymieniono jego wyznania; fakt zaś, że był żonaty, nasuwa myśl, że należał do zwolenników luteranizmu.
Może być, że to już był Paweł Elhard, pierwszy luterski pastor człuchowski, znany nam z nazwiska. Pochodził on z Szczecina; wokacja jego do Człuchowa, spowodowana niezawodnie przez starościnę Georgję, nastąpiła w r. 1564: w tym celu otrzymał „ordynację” we Wittenbergu dnia 30. lipca 1564 r. Jeszcze w tym samym roku (1564) ściągnął brata swego Jana, przebywającego także w Wittenberdze na studjach, do Człuchowa. Czas czyli rok wynika z wokacji Jana z dnia 11. listopada 1570 r., w której starosta oświadcza: ante sexennium nostro consensu et iussu ab honorabili, devoto et nobis dilecto D. Magistro Paulo Elhardo fratre suo Viteberga (ubi per quinquennium liberalibus artibus et theologiae operam dedit) huc vocatus est, ut ipsius collega laborum ac proventuum particeps esset. Ordynacja Jana odbyła się w Słupsku dnia 3. marca 1566 r. ) W świadectwie ordynacyjnem czytamy: Cum honestus et doctus adolescens Joannes Elardus Stetinensis Viteberga, ubi quinquennium liberalibus artibus et theologiae operam dedit, Czlochouiam venisset, ut male habentem fratrem D. Magistrum Paulum Elardum, pastorem eius loci ac concionatorem aulicum ... Stanislai Liatalski, comitis Labischinensis et Capitanei Inouuladislaniesis ac Czlochouiensis, inviseret, adiunxit eum sibi collegam de consilio et voluntae praefati Magnifici Domini ac coniugis eius piisimae... Dominae Georgiae Ducissae Stetini Pomeraniae; teraz zaś venit cum fratre Domino Magistro ad nos, ad examen modeste se offerens et ordinationem petens: egzaminowano go i udzielono ordynację.
Magister Paweł Elhard jeszcze pod koniec lat sześćdziesiątych opuścił Człuchowo. Goedtke w rozprawie: Ehemaliges evangelisches Predigtamt in dem Städtlein Schlochau (drukowanej w Preussische Lieferung, Lipsk 1755, str. 703-5) wymienia 1568 jako rok jego odejścia; u Freytaga zaś czytamy (na str. 74), że powołano go w r. 1565 jako pastora i prepozyta do Golinowa w Pomeranji.
Obojętna, czy ten lub ów rok się zgadza z rzeczywistością, nieco dziwnem jednak jest, że wokację dla następcy - był nim naturalnie nikt inny, tylko brat Jan Elhard - wystawiono dopiero dnia 1. listopada 1570 r. Wokacja sama przedstawia zasadniczy rozbrat z dotychczasowemi zwyczajami prawnemi: starosta postępuje sobie wprost samowładnie, mniej więcej tak, jak postępowali sobie spowinowaceni z nim dynaści z pomorskiego domu książęcego. Wygląda to na próbę sił: król u Latalskiego bardzo był zadłużony, prócz tego, jak wiadomo, w sprawach religijnych okazywał się obojętnym; również od arcybiskupa Jakóba Uchańskiego, który od r. 1562 zajmował stolicę prymasowską, energicznego jakiegoś wystąpienia bynajmniej się nie obawiano. Więc starosta, na kresach Rzeczypospolitej, mógł zuchwale iść śladami swych powinowatych pomorskich. Nie bawiąc się tedy w półśrodki szedł obcesowo ku wytkniętemu celowi. Nie tylko, że swego ulubieńca mianował kaznodzieją dworskim czyli zamkowym, ale oddał mu także człuchowskie probostwo miejskie: do tego zaś przedtem przyłączył był nie mniej jak sześć dotychczas samoistnych kościołów wiejskich - i to kościoły w Steinborn, Mosynie (Mossin), Dębnicy (Damnitz), Lichtenhagen i Brzeźnie (Briesen). Jan Elhard może sobie, w razie potrzeby, sam ustanowić jednego lub też więcej kolegów. Dalej pewne i nieodwołalne przyrzeczenie: gdyby zaszła konieczność, starania się o jakąś konfirmację czy to króla, czy u władzy kościelnej, starosta zobowiązuje się, postarać się o nią na swój koszt. Nakoniec obietnica: gdyby kiedyś Jan Elhard miał synów zdatnych do urzędu duchownego, będą mu, gdy dojdzie sędziwych lat, na jego życzenie dani jako pomocnicy, a po śmierci ustanowieni jako następcy. Trzeba tu zważać na sposób wyrażenia się: quos ipse in senecta sibi substitutos aut post mortem surrogatos cuperet; wyraz substituere ma tu znaczenie ustanowienia pomocnika, surrogare jako następcy. Pozatem, co napisano na wstępie dokumentu: Nam ab eo, (quo ante sexennium ...huc vocatus est, et) quo a nobis lubenti auditorum suorum consensu fratri surrogatus est, trzeba także rozumieć o następstwie w urzędzie i odnosić takowe do roku 1568 lub 69. Gdy wtedy dalej czytamy: solusque per annum, et deinceps cum alio collega officio praefuit, widać, że Jan Elhard po odejściu brata urzędował najprzód sam przez rok - potem zaś, najprzód więc od r. 1570, miał kolegę do pomocy. Kto nim był, tem mniej można ustalić, że Goedtke czterech predykantów luterskich, których w szesnastym wieku poza obu Elhardami wymienia, przytacza bez dokładniejszego podania lat urzędowania. Jako pierwszy zjawia się Joannes Schnittke. „Die alten Ratsbücher in Schlochau gedenken seiner, als eines dortigen evangelischen Lehrers, hin und wider, als als welcher polnisch geprediget”.
Schnitke nazywał się, jak wyżej wspomniano, ostatni proboszcz katolicki w Chojnicach, którego w r. 1555 zabito. Imię jego jest nieznane. Jan Schnittke był zapewne jego bliskim krewnym (może bratankiem). Że starszy mocno stał przy starej wierze, gdy tymczasem młodszy w owych niespokojnych i pełnych zaburzeń czasach poszedł śladem nowatorów, dziwić nikogo nie może.
Pozatem cóż więcej stwierdzić można o Janie Schnittkem? Nazwisko jego spotykamy po raz pierwszy w chojnickiej księdze radzieckiej z rzędu drugiej (Abt. 320 nr. 2) na odwrotnej stronie (teraźniejszej) karty 14. W nagłówku pisano go Johannes Schnitke, w tekście zaś z podwójnem t. Zapis ten - treść nam obojętna - datowany jest z dnia 16. listopada 1563 r. Ważny atoli jest dalszy zapis (tamże, na karcie 52) z poniedziałku po niedzieli Judica (= 1. kwietnia) r. 1566. Chodzi o sprawę spadkową; zapis ten drukowany w 12 tomie Fontes toruńskich str. 242 n. Tu daje się Janowi Schnitkemu tak w nagłówku jak i w tekście tytuł „Herr”: w tem dowód, że w międzyczasie wstąpił był do stanu duchownego. Gdzie wówczas (w r. 1566) urzędował, nie dowiadujemy się. Nie byłoby niemożliwem, że właśnie na ten czas przypada jego działalność w Człuchowie, wszak wspominają go księgi radzieckie tego miasta z tej przyczyny, że prawił kazania w języku polskim, i stąd nasuwa nam się myśl, że Elhardowie, albo raczej tylko starszy z nich, Paweł, uprosił go sobie jako pomocnika, ponieważ sam, będąc rodem z Szczecina, oczywiście nie władał językiem polskim. Jeśli tak było rzeczywiście, nie trwałaby działalność Schnittke’go w Człuchowie zbyt długo, ponieważ, jak wyżej wspomniano, po odejściu brata Jan Elhard sam urzędował przez cały rok. Atoli nie jest też wyłączonem, że Schnittkego dopiero w r. 1570 sprowadził do Człuchowa Jan Elhard.
Sebastianus Czenensis, którego Goedtke wymienia zaraz po Schnittkem, miał tylko posadę kaznodziei zamkowego, Joachimus Manzeke zaś wygłaszał kazania także w Łącznikach (Jenznick) i Brzeźnie (Deutsch Briesen). Ten Czenensis był, zdaje się, ostatnim predykantem polskim za Latalskiego. W mieście i po wsiach ledwieby spotkano jeszcze kogoś, któryby umiał po polsku albo przynajmniej lepiej umiał po polsku niż po niemiecku. Tylko na dworze trzymała się czas jakiś obok niemieckiej także polska mowa. Gdy się doda jeszcze Krzysztofa (Christophorus) Spigelberga, wyczerpie się wszystko, co Goedtke znalazł w starych człuchowskich księgach radzieckich o pastorach luterskich za czasów Stanisława Latalskiego, względnie obu Elhardów. Nie możemy jego podania ani skontrolować, ani też uzupełnić, ponieważ owe księgi w międzyczasie zaginęły.
Oczywiście było stanowczem staraniem Latalskiego, przeciągnąć całe starostwo człuchowskie do wyznania luterskiego; skoro się dowiadujemy, że przewroty religijne sięgały jeszcze dalej na wschód nawet poza granice jego obwodu, do starostwa tucholskiego, wątpić należy, czyby, dokąd tylko ramię Stanisława Latalskiego sięgało, w czasie jego urzędowania ostatni jakaś, choćby najmniejsza cząstka mogła się utrzymać przy katolicyzmie. Zatem nic dziwnego, iż nareszcie pragnął usunąć dziwne zjawisko, że w najznaczniejszej miejscowości jego starostwa, w mieście Chojnicach, na pozór ksiądz katolicki zawsze jeszcze miał probostwo w posiadaniu: i to, aby przecież wywrócić ostatnią przeszkodę stającą w poprzek jego dążeniom w dziedzinie religijnej.
Wracamy do tego, cośmy wzwyż powiedzieli. Z sejmu warszawskiego z dnia 10. grudnia 1579 r. datowany jest dokument, którym król Stefan prezentuje arcybiskupowi Uchańskiemu na chojnickie probostwo, opróżnione przez śmierć dotychczasowego beneficjata Jakóba Techy, honorabilem Joannem Elardum (bez jakiegokolwiek dalszego dodatku lub tytułu): uprasza arcybiskupa, aby servatis de iure servandis iis, quae potissimum ex praescripto decretorum Concilii Tridentini in talibus et circa ea servanda sunt, czemprędzej dokonał instytucji i inwestycji. Słowa te wskazują, że wystawiono dokument prezentacyjny według zwyczajnego formularza; taksamo zaś, że instytucja kanoniczna żadną miarą nie mogła nastąpić, ponieważ osoba prezentowanego - według pojęć katolickich wcale nie należącego do stanu duchownego - w niczem nie odpowiadała przepisom trydenckim. I tak mniemam, że sprawa na tem się skończyła; dalszych następstw nie było. Arcybiskup musiał odmówić instytucji, zresztą o nic więcej się nie troszczył. Jan Elhard i bez instytucji - w razie potrzeby pomoc starosty była mu pewna - wziął w posiadanie chojnickie włóki proboszczowskie i może jeszcze jakieś inne dochody; zresztą tamtejsi predykanci urzędowali jak przedtem za zapłatą uiszczaną przez radę miejską.
Taki był stan rzeczy, gdy ks. Florjan Maliszewski archidiakon i oficjał kamieński w r. 1590 z powodu wizytacji archidjakonalnej dokumentował, że tylko księża dekanatów nakielskiego i tucholskiego jemu (archidiakonowi) są posłuszni, reliqui a multis annis ad Schlochoviensem distracti sunt ministrum, quem pro suo superiore ibi habent. Autor kroniki jezuickiej, który nam te słowa, wyjęte z protokołu wizytacjnego, zachował, odnosi słowa minister Schlochoviensis wyraźnie do starosty („intelligit Stanislaum Latalski Capitaneum Schlochoviensem”), ale się myli: Latalski bowiem, choćby nadzwyczaj gorliwy protestant, jednak ani według pojęć luterskich nie był żadną osobą duchowną, więc też nie mógł być przełożonym (superior) księży, zwłaszcza, że tu nie tylko dekanat człuchowski wchodzi w rachubę, lecz co najmniej też sępoleński (później więcborskim zwany). Ten błąd już Freytag (str. 80) poprawił, chociaż z innej przyczyny; owym ministrem był oczywiście Jan Elhard, nikt inny. Przy tej okazji Freytag zwraca uwagę na to, że pewnie też miasto Frydląd w ten sam sposób jak Chojnice pozbawione zostało swego katolickiego proboszcza. Jeżeli się bardzo nie mylę, udało się Latalskiemu, także trzecie probostwo miejskie swego starostwa, frydlądzkie, swemu faworytowi, Janowi Elhardowi, włożyć do rąk.
Biorąc to wszystko pod uwagę przychodzimy do przekonania, że Stanisław Latalski dokonał wszystkiego, do czego mu ojciec Janusz w ostatnich latach swego życia już był utorował drogę, mianowicie, że całe starostwo człuchowskie doprowadził do wyznania luterskiego. Ale na tem nie poprzestano. Osiadła szlachta wiejska, znakomita i drobna, była niejako olśniona przez magnata wielkopolskiego i jego małżonkę pochodzącą z krwi książęcej: na całym szeregu dóbr ziemskich powstały tedy zbory luterskie „na świeżym”, że tak powiem, „korzeniu”, w których to odprawiano nowe nabożeństwa i głoszono naukę luterską: są to miejscowości Bärenwalde, Czarnice (Bergelau), Darzno (Darsen), Demino (Demmin), Elznowo (Elsenau), Gockowy (Gotzkau), Grabowo, Klausfelde, Kromża (Krummensee), Loża (Loosen), Rychwałd (Richenwalde), Rittersberg, Ruthenberg, Schönau, Schönwerder, Stolzenfelde i Szczytno (Ziethen). Z kościołów zaś istniejących już od dawna, tj. od czasów krzyżackich lub może jeszcze dawniejszych, także wtenczas przeszły w posiadanie protestantów konarzyńskich - i tym zarazem drugi wtenczas pewnie nowo zbudowany w Sępolnie (Sampohl) - dalej kościoły w Breitenfelde, Marienfelde, i Kiełpinie (Woltersdorf). Jak rzecz się miała co do Blumfelde, Doręgowic (Döringsdorf), Ogorzelin (Gersdorf), Angowic (Hennigsdorf), Zamartego (Jakobsdorf), Moszczenicy (Mosnitz), Nowejcerkwi (Neukirch), Pawłowa (Paglau) i Szenfeldu ), o tem brak nam zupełnie wiadomości. Prawdopodobnie i one były w rękach luterskich.
Tyle o stanie faktycznym. Osądzić prawny stan trudno, bardzo trudno. Wspomnieliśmy już kilku słowami o pertraktacjach poprzedzających zamierzone przybycie arcybiskupa Karnkowskiego do miasta Chojnic w r. 1597. Arcybiskup zawiadamia Chojniczan listownie o swym zamiarze, zarazem upomina, aby wydano mu kościoły i dochody kościelne, ponieważ sobie takowe przywłaszczyli byli praeter auctoritatem Sacrae Regiae Maiestatis et ius Nostrum (arcybiskupa). Trzeba dobrze zważać na przyimek praeter. Nie mówiono, że okupacja stała się przeciw (contra) woli króla itd., tylko że umieli pominąć autorytet królewski jak i prawa arcybiskupie. Ponieważ zgóry liczono się z wykrętami, mianowicie spodziewano się, że odwołają się na starostę, bez którego woli i wiedzy nic stać się nie może, arcybiskup swoim posłańcom dał zarazem pisemną informację, w której zaznaczono m. i., że na podstawie prawa w Polsce istniejącego nie przystoi staroście żadne prawo ani żadna jurysdykcja co do kościołów i dochodów kościelnych, a należy do niego jedynie sprawowanie i administracja dochodów królewskich: pozatem Chojniczanie niech nie robią żadnych wykrętów, lecz directum dent responsum. Mieszczanie na razie dali odpowiedź na pozór pomyślną: na co arcybiskup ustalił swe przybycie do miasta na dzień 11. października, pod tym jednak warunkiem, że będzie mu wydany kościół podlegający jego jurysdykcji i wszystko, co do niego należy, dalej że przy wjeździe arcybiskupa odezwą się podług dawnej tradycji dzwony wszystkich kościołów i taksamo trzy razy dziennie zadzwoni się na Anioł Pański według zwyczaju katolickiego. Otrzymawszy tę wiadomość Chojniczanie zwrócili się natychmiast do starosty, za którego radą taką dali odpowiedź: arcybiskupowi pozostawia się do woli wejść do kościoła i sprawować w nim swój urząd; kluczów jednak i kościoła samego nie można mu wydać z czterech przyczyn, między któremi na pierwszem miejscu przytacza się: quia Magnificus Capitaneus Schlochoviensis super eam Ecclesiam ius patronatus habet, a Rege Stephano confirmatum.
Jakie znaczenie miało prawo patronackie staroście Latalskiemu jakoby zatwierdzone, trudno, jak wyżej zaznaczono, powiedzieć. Chociaż opinji swej pewien nie jestem, sprawę tę pojmuję w następujący sposób: wobec ustawicznego braku pieniędzy u ówczesnych królów polskich, Latalski zobowiązał się był w obwodzie swym z własnych zasobów utrzymywać sarta tecta budynki i zakłady kościelne, o ile utrzymywanie takowych należało do fiskusa królewskiego; w zamian zastrzegł sobie był, przy zachodzących wakansach sam wybierać osoby (księży), którymi posady miały być obsadzone, i podać ich królowi celem prezentowania arcybiskupowi. Jeśli rzecz tak się miała, wyjaśniłoby się, dla czego w dokumencie prezentacyjnym z r. 1579 probostwo chojnickie przez króla oznaczone być mogło jako iuris patronatus nostri Regii, oraz zaś (czyli raczej mimo to) honorabilis Joannes Elardus na nie mógł być proponowany. Nie mniej też Chojniczanie niezbyt daleko oddalili się od prawdy, wspominając w r. 1597 o Latalskiego prawie patronackiem nad ich kościołem. Ale zarazem spostrzegamy też słabą stronę całej transakcji: Stanisław Latalski zapewne liczył się z tem, że stan rzeczy przez niego stworzony będzie trwałym i że następcy wstąpią w jego ślady. Tymczasem stosunki się zmieniły: owszem, dopóki Latalski żył, bez naruszenia udzielonego mu raz przywileju nic nie było można czynić w przeciwnym kierunku. Zmiana nastąpiła natychmiast po jego śmirci. Stało to się albo przy końcu r. 1598 albo na samym początku 1599 r.
Niebawem nastąpiła reakcja. W dniu 26. lutego r. 1599 zjawił się na zamku człuchowskim archidiakon kamieński wzwyż wspomniany ks. Florjan Maliszewski, aby zwołanym tamdotąd radnym chojnickim, frydlądzkim i człuchowskim przedstawić ich nowo mianowanego proboszcza ks. Jana Nowodworskiego, w ich obecności dokonać inwestytury i wprowadzić w urząd mu powierzony. Przewodniczył temu zebraniu „administrator starosta” Jerzy Burbach. Zdaje się, że Burbach zawiadywał tylko tymczasowo starostwem opróżnionem przez śmierć Stanisława Latalskiego, który umarł nagłą śmiercią w Łabiszynie i tam też został pochowany. Po nim starostwo człuchowskie otrzymał Bartłomiej Tylicki, o którym jeszcze mowa będzie. Prawdopodobnie Burbach urzędował doputy, dopóki Tylicki sam nie objął starostwa swego człuchowskiego.
Jerzy Burbach na wzwyż wymienionem zebraniu, urzędowo obwieścił, że król robi użytek z przysługującego sobie prawa prezentowania proboszcza dla wzmiankowanych trzech kościołów miejskich parafialnych; nadto przedłożył zgromadzonym dokument prezentacyjny dla ks. Nowodworskiego opatrzony w pieczęć królewską i własnoręcznie przez króla podpisany: żądając, aby czy będą zadowoleni z tego, czy też nie, w każdym razie dali jasną natychmiastową odpowiedź. Radni oświadczyli: ponieważ sprawa ta zaskoczyła ich zupełnie niespodzianie, byłoby przecież stosowniej, pozostawić im kilka dni czasu, aby się mogli naradzić z gminami miejskiemi, których są reprezentantami. Żądanie to uwzględniono.
Ostatecznie Chojniczanie wystąpili z prośbą, żeby król im się okazał przychylnym i nie naruszył tego stanu rzeczy, jaki się w ostatnich czasach co do spraw religijnych wytworzył, zwłaszcza zostawił im kościoły. Wskutek tej odpowiedzi arcybiskup gnieźnieński przesłał przez dwóch archidiakonów, gnieźnieńskiego i kamieńskiego, mandat królewski, datowany dnia 15. kwietnia, równobrzmiący dla wszystkich trzech miast; mandat ten został ogłoszony dnia 5. maja w Chojnicach wobec zgromadzonej rady, w Człuchowie zaś i Frydlądzie dwa miesiące później (5. lipca). Przypatrzmy się mandatowi nieco bliżej. Cognitum habemus, czytamy w nim, cum ex aliis, tum vero ex Reverendissimo in Christo Patre Domino Stanislao Karnkowski Archiepiscopo Gnesnensi, loci Ordinario, parochiam Choinicensem (Człuchoviensem, Fridlandensem) legitimo parocho et pastore a multo tempore esse destitutam. Więc już „od długiego czasu” te trzy miasta nie miały prawowitego duszpasterza (proboszcza). Te słowa obalają to, co Latalski był inscenizował: prezentację Jana Elharda dla Chojnic z r. 1579, nie mniej jego instalację 9 laty przedtem jako proboszcza kościoła parafialnego człuchowskiego, oraz sześciu kościołów wiejskich z nim złączonych, uważa się ex post jako nieprawnie odbyte. W pewnym piśmie 26 lat później sporządzonem, i to ratione exercitii religionis Augustanae et Ecclesiae parochialis Conicensis, czytamy:„Civitas nunquam ab ipsa inceptione reformatae religionis suae Augustanae Confessionis fuit turbata, usque ad annum 1599-mum, ubi post mortem plebani Reverendi Joannis Elardi... Sacra Regia Maiestas... Reverendum Joannem Nowodworski... Archiepiscopo Gnesnensi praesentavit ad investiendum eum ad eandem Ecclesiam parochialem Conicensem”. Autorem pisma była bez wątpienia jaka urzędowa osobistość, może burmistrz chojnicki z r. 1625 lub sekretarz miejski: według niego także w r. 1599 probostwo chojnickie (jak zwykle) przez śmierć beneficjata zawakowało. O tem bardzo należy wątpić. Wogóle, gdy się przegląda całe pismo, z łatwością przekonać się można, że podaje rzeczoznawcze wyjaśnienie o poszczególnych stadjach procesu z powodu zwrotu katolikom kościoła parafialnego, dopiero począwszy od momentu, kiedy ówczesny pleban ks. Jan Doręgowski znowu się podjął był sprawy, która za czasów jego poprzednika osiadła na mieliźnie.
Dosyć tego. Stosując się do Mandatum Człuchowianie i Frydlądczycy wydali w tym samym roku (1599) swe kościoły z przynależnościami i według zwyczaju ówczesnego wystawili dokument zaświadczający dokonaną restytucję. Chojniczanie inaczej sobie postąpili. Oczekiwali śmiało oskarżenia przed jakimbądź trybunałem. Dowiadujemy się, że ks. proboszcz Nowodworski prowadził przeciw Chojniczanom proces oczywiście własnym kosztem, stosownie do przepisów prawa kanonicznego, w asystencji kompetentnego biskupa (Loci Ordinarii). Ks. Jan Nowodworski był synem tucholskiego sędziego ziemskiego Grzegorza Nowodworskiego. Majętność dziedziczna rodziny Nowydwór (Neuhof) oddalona tylko o dobrą milę od Chojnic. Stryj ks. Jana, Bartłomiej, kawaler maltański, na wieki chlubnie się zapisał w dziejach wszechnicy krakowskiej przez swe fundacje dobroczynne; por. toruńskie Fontes tom 12 str. 193 (z uwagą 1). Niewątpliwie właśnie ze względu na zamożność rodziny mianowano ks. Jana proboszczem trzech miejskich parafji starostwa człuchowskiego, zwłaszcza, że z powodu tego, co się działo w r. 1597, można było się spodziewać zaciętego oporu w pierwszym rzędzie ze strony Chojniczan. Z należytą energją do tej sprawy zabrać się mógł li tylko beneficjat bogato uposażony.
O poszczególnych okresach procesu można się poinformować z rozprawy P. I. Junkera, Glaubensänderung der Stadt Conitz um das Jahr 1550 und die Pfarrkirche zu St. Johann, drukowanej w programie gimnazjum chojnickiego z r. 1841, str. 18-20. Tu wystarczy nadmienić, że sprawa bardzo długo się ciągnęła tak, że ks. Nowodworski ostatecznie (zapewne przy końcu r. 1611) uważał za stosowne, za zwrotem kosztów procesowych wynoszących 4000 złotych ustąpić z probostw tucholskiego, chojnickiego, człuchowskiego itd. na rzecz ks. Jana Gleissen Doręgowskiego, który mniej więcej już od roku piastował jako następca ks. Maliszewskiego godność archidiakona i oficjała kamieńskiego. Ród, z którego pochodził nowy archidiakon, ma swoją nazwę od wsi Doręgowic („Döringsdorf”), odległej około 11/2 mili od Chojnic w kierunku południowym. Ojciec ks. archidiakona († 14. czerwca 1627 jako 90-letni starzec), także Jan, pojął był za małżonkę siostrzenicę wzwyż wymienionego Kaspara Geschkawa, opata oliwskiego imieniem Katarzynę, córkę Jana Teskego, burmistrza chojnickiego. Z małżeństwa tego pochodzili trzej synowie: Kryspin, Jan i Stanisław. Gdzie oni się urodzili, niewiadomo; wiemy tylko, że ojciec ich spędził młode swe lata w służbie opata Geschkawa. Zdaje się, że sprawował w Oliwie urząd rządcy dóbr klasztornych. W nagrodę za to puszczono mu dawniejsze kartuskie dobra klasztorne Czaple i Zorzewo w dziewięćdziesięcioletnią dzierżawę. Jako własność posiadał - niewiedzieć, jak długo, - dobra szlacheckie Wielgłowy (Felgenau) w powiecie tczewskim; z tego zapewne tytułu uzyskał godność sądowego ziemskiego tczewskiego. Zamożny wrócił w sędziwym wieku w strony ojczyste, gdzie ponabywał różne dobra ziemskie. Osiadłszy w Jarcewie (Zandersdorf) był na początku 17-ego stulecia podporą i bezsprzecznie głową katolicyzmu w okolicy Chojnic.
Drugi syn jego Jan, poświęcił się stanowi duchownemu w niezbyt już młodym, jak się zdaje, wieku. Przygotowywał się do święceń ad aulam (to znaczy: w seminarjum) arcybiskupa Wojciecha Baranowskiego w Gnieźnie. Jak wzwyż wspomniano, został - zapewne w r. 1611 - archidiakonem i oficiałem kamieńskim; tegoż jeszcze roku, albo w początkach następnego objął oprócz tucholskiej m. in. także chojnicką parafję. Zabrawszy się niezwłocznie do rewindykacji wznowił zaniechany przez poprzednika swego, proces o zwrot tamtejszego kościoła. Pierwszy w tej sprawie pozew miasta przed najwyższy sąd królewski ma datę 29. stycznia 1612 r. Szczegóły tej sprawy są znane, nadmieniam więc tylko, że dnia 9. sierpnia r. 1613 zapadł wyrok nakazujący Chojniczanom, aby w przeciągu 6 tygodni kościół z wszystkiemi przynależnościami oddali ks. proboszczowi Doręgowskiemu; w razie oporu grożono im ustanowioną już 1603 roku grzywną 30.000 dukatów. Miasto próbowało uchylić się od wykonania tego wyroku i wniosło, aby mu przyznano przynajmniej alternativum religionis exercitium, t. j. aby kościół parafialny służył zarówno katolickiemu jak luterskiemu obrządkowi religijnemu. Na to jednak sąd najwyższy się nie zgodził. Żadne dalsze wykręty i wybiegi prawnicze nie zdołały wyroku obalić, przyczyniały się jedynie do zwłoki w wykonaniu wyroku. O poszczególnych okresach sztucznej tej zwłoki dowiedzieć się można z powyższej już przytoczonej informacji z r. 1625, także z Junkera (str. 21 n.), który zestawił wszystkie poszczególne zdarzenia. Powiedzmy krótko: wszelki opór na nic się nie zdał; w środę, dnia 24. sierpnia 1616 r. Chojniczanie musieli rzeczywiście odstąpić kościół parafialny. Ostateczne oddanie kościoła nastąpiło na mocy ugody, która stanęła w Jarcewie, we dworze szlacheckim ojca ks. archidiakona, dnia 9. lipca wymienionego roku. W myśl tej ugody miał w święto św. Bartłomieja apostoła kościół parafjalny „wraz z wszystkiemi przynależnościami (Junker str. 22) być wydany. Do tych przynależności archidiakon zaliczył także oba kościoły szpitalne, św. Jerzego i św. Ducha wraz z ich dochodami i prawami, ich więc wydania zażądał w terminie oznaczonym. Atoli rada miejska zaczęła i tu wynajdywać wykręty, tak że w spomnianym terminie w rzeczywistości odstąpiono tylko kościół parafjalny. Pierwsze katolickie nabożeństwo odprawił w nim sam archidiakon, i to w pierwszą niedzielę po uroczystości Ścięcia św. Jana Chrzciciela, więc dnia 4. września r. 1616.
Nie było jeszcze mieszkania dla proboszcza, wikarego i służby kościelnej: dla tego zażądał ks. Doręgowski zwrotu szkoły parafjalnej z przybudowaniami ościennemi, dalej miejsca obok cmentarza przy murze miejskim - wszystko to należało niegdyś do uposażenia plebańskiego, tak zwanej wiedemuth; niemniej domagał się wydania obu kościołów szpitalnych. Utartym sposobem opierała się temu rada, tak że nowy arcybiskup Wawrzyniec Gembicki zmuszony wdać się w tę sprawę wydelegował ks. kanonika Adama Rogaczewskiego, aby rozpoczął układy z miastem, pertraktacje jednakże spełzły na niczem: rada bowiem utrzymywała, że gmach szkolny stoi za cmentarzem na murze miejskim, że miejsce to niegdyś Krzyżacy miastu darowali i że z tego powodu niemożebnem zrzec się tego miejsca. Przeciwnie ułożono i wysłano do arcybiskupa pismo tej treści, że mieszczanie luterscy przenieśli się z nabożeństwem swojem odprawianem według wyznania augsburskiego, do kościoła szpitalnego; proszą, aby im w tem nie przeszkadzać. To stanowisko miasta stawiło ks. Doręgowskiego przed koniecznością ponownego zwrócenia się do najwyższego sądu królewskiego, wskutek czego miasto otrzymało pozew na 13. października r. 1617. Pozatem archidiakon równocześnie skarzył o meszne, jako też o zwrot kosztów procesowych. Termin ten, zdaje się, był bezowocny, król bowiem reskryptem z dnia 15. stycznia 1618 r. polecił ukończenie sprawy spornej staroście człuchowskiemu Janowi Weiherowi. Od starosty tedy wyszedł pod 1. marca r. 1618 dekret, zwracający proboszczowi chojnickiemu gmach szkolny, i przyległą wieżę małą z mieszkaniem dla zakrystjana, przysądzający mu nadto szpital św. Jerzego z kościołem. Wydanie nastąpiło dnia 30-go kwietnia, ingrosacja do ksiąg sądowych człuchowskich przed sądem zamkowym dnia 3. maja r. 1618. Szpital św. Ducha z kościołem pozostał podług wyroku starosty w posiadaniu miasta. Sprawa ta miała się, jak następuje: Rada miejska przewidując, że prędzej czy później zostanie zmuszona zwrócić kościół parafjalny katolikom, kazała już w r. 1610 kościół szpitalny św. Ducha już grożący ruiną rozebrać i wzniosła w jego miejsce nowy, nieco większy kościół, i to pod jednym dachem ze szpitalem w ten jednak sposób, że gmach ten staną w znacznej części na gruncie miejskim; gdy więc na ten fakt w prośbie do arcybiskupa dnia 9. listopada 1616 r. wystosowanej się powoływała, mogła mieć niejakie widoki, że spotka się z przychylną odpowiedzią. Ponieważ jednak ów gmach mieszczący w sobie tak kościół jak szpital uchodził jako kontynuacja fundacji kościelnego pochodzenia, uważano go jako przynależny do kościoła parafialnego; dla tego w oczach katolików był on według wyroku z dnia 9. sierpnia r. 1613, jako też na mocy ugody z dnia 9. lipca r. 1616 jednym z przedmiotów rewindykacyjnych. Chociaż starosta na podstawie przebudowy, względnie odbudowy przysądził miastu prawo posiadania tego gmachu, przecież wyrok ten nie mógł być miarodajny dla przedstawicieli Kościoła. Z formalnym jednak protestem zwlekał archidiakon, ażby dalsza nadarzyła się okazja.
Niedługo trzeba było czekać. Kościół szpitalny okazał się zbyt szczupłym dla gminy luterskiej, która z tego powodu przeniosła swoje nabożeństwa na górne piętro ratusza: poświęcenia tej części ratusza na kościół dokonano dnia 27. sierpnia r. 1620 pod tytułem św. Trójcy. Nieco później wybudowano obok starego ratusza nowy mniejszy ratusz, a cały stary gmach zamieniono na zbór. Nie dosyć tego. Około Zielonych Świątek następnego roku założyli sobie lutrzy własny cmentarz przed bramą gdańską. Przeciw obydwom poczynaniom zaprotestował archidiakon w arcybiskupa i swojem własnem imieniu dnia 29. lipca 1621 r. przed sądem ławniczym w Tucholi; dołączył zaś do tego protestację tej treści, że Chojniczanie wbrew dekretom króla jako też wojewody jeszcze nie odstąpili kościoła św. Ducha z szpitalem, i z wszystkiemi należącemi doń fundacjami, oraz, że się ciągle wzbraniają wydać prawne dokumenty należące do kościoła parafjalnego, mianowicie przywileje, erekcje, fundacje ołtarzów i bractw, jako też spis obowiązków na tychże ciążących, nie mniej ponowił archidiakon żądanie zwrotu pewnych innych dochodów, n. p . mesznego z włók przedmiejskich i z innych gospodarstw.
Protesty te jednak zapewne miały tylko znaczenie formalne. Burzliwe czasy powoli się uspokoiły. Już w r. 1618 (ut probabiliter colligitur, jak mówi kronika jezuicka), przestano prześladować katolików. Powyżej wymieniony starosta Jan Weiher wydał w tej mierze surowy dekret, który magistrat chojnicki ogłaszając, zabrania od siebie pod grozą śmierci i utraty majątku wszelkiego prześladowania katolików wogóle (nie tylko kapłanów lub mnichów) bądź to słowami, bądź czynnie; przedewszystkiem zaś zakazał rzucania na nich kamieniami. - Mniemam, że tu miejsce i sposobność przekazania potomności faktu dotąd w literaturze nigdzie nie utrwalonego; zachował on się tylko w ustnej tradycji ludowej i przetrwał do dni naszych. W katolickiej farze chojnickiej znajduje się jeszcze podziśdzień płyta nagrobna, obecnie wmurowana w południową ścianę, przedstawiająca ojca archidiakona Doręgowskiego, szlachcica w zbroji; napis naokoło biegnący opiewa: Hans von Gleissen, Dorengowsky genant, zu Czandersdorf erbsessen, des Derschawischen Gebiets Landscheppe, ist in Got seliglich entschlaffen A° 1627 den 14. iuny monatstag. Był to pan bardzo bogaty. Oprócz posiadłości w innych stronach należały doń w okolicy Chojnic Jarcewo (Zandersdorf: tu zamieszkiwał), Zbeniny, Szenfeld, Niedźwiedź (Niesewanz), Angowice (Hennigsdorf), Moszczenica (Mosnitz), Doręgowice (Döringsdorf), Steinberg, oraz część Nowegodworu położonego już w obrębie parafji ogorzelińskiej. W pierwszych czasach po odstąpieniu katolikom miejskiego kościoła parafjalnego, lutrzy nie mogli przeboleć straty. Przychodzili co niedziela i co święto w czasie nabożeństwa licznie do kościoła, aby przeszkadzać świętym obrzędom. Aby nadużyciom tym kres położyć, tenże Doręgowski co niedziela i co święto z wszystkimi swoimi kmieciami przychodził do chojnickiego kościoła, a tędzy wieśniacy swojemi ciężkiemi pięściami przed rozpoczęciem nabożeństwa wyrzucali mieszczan bez wszelkich ceremonji z uświęconych murów. Trwało to tak długo, dopóki lutrzy przekonawszy się, że dalszy opór nie ma celu, nie przestali przeszkadzać w nabożeństwach katolickich.
Łatwo tedy zrozumieć, że Chojniczanie katolików przybywających do miasta darzyli najróżniejszymi wyzwiskami, a nawet rzucali na nich kamieniami. Oczywiście, że władza musiała naprawdę się starać o zapobieżenie wybrykom. - Jana Weihera powyżej już kilkakrotnie wymienionego, mógłbym jako starostę człuchowskiego przytoczyć już pod dniem 30. czerwca r. 1617. i to z dokumentu ingrosowanego w „Liber nonus Actorum Ven, Consistorii Camenensis” (III z pelplińskiego Archiwum biskupiego). Rozpoczyna się od słów: „Actum in arce Człuchoviensi feria sexta post Dominicam sextam post Pentecosten anno Domini 1617. Ad iuridicam affectationem Donrauii Decani et parochi Człuchoviensis Illustris ac Magnificus Dominus Palatinus Mariaeburgensis, Capitaneus Człuchoviensis, constituit: teraz następuje ośm postanowień, które niebawem bliżej poznamy; potem na końcu: Quas quidem suprascriptas constitutiones cives Człuchovienses susceperunt; nareszcie podpis: Joannes Weyher, Palatinus Culmensis, Capitaneus Człuchoviensis”.
Wspomnieliśmy już powyżej, że po ogłoszeniu mandatu królewskiego z dnia 15. kwietnia 1599 r. - stało się to w Człuchowie dnia 5. lipca tegoż roku, - Człuchowianie nie opierali się, ale oddali kościół katolikom; w siedzibie starosty byłby też opór bezskuteczny. Ks. Jan Nowodworski stał się był prawnym dzierżycielem beneficjum, miał ius in re. Chodzi tylko o to, czy dla kościoła znalazła się odpowiednia gmina. Według tych wiadomości, o których poniżej, zdaje się, że w tej mierze dosyć było źle. Można wprost powiedzieć, że milcząc i przez szpary patrzano na przybycie r. 1600 Joachima Pfefferkorna, rodem z Pasewalk w Pomeranji, do Człuchowa jako nowego predykanta luterskiego. Pozwolono mu, jak się zdaje, działać swobodnie. Pozostał tam aż do r. 1609, w którym go podług jakiejś dawnej wiadomości powołano do Gnojowa i Symona na Wielkich Żuławach pod datą 22. lutego tegoż roku. Nabożeństwo katolickie w pierwszych latach po odzyskaniu kościoła odprawiało się zapewne w ten sposób, że kapelan zamkowy - może jakiś zakonnik - w niedziele i święta przychodził do kościoła, odprawiał tam mszę św. a, jeżeli było dosyć słuchaczy, wygłaszał także słowo Boże.
Starosta Bartłomiej Tylicki, szlachcic pochodzący z Ziemi Chełmińskiej, brat biskupa chełmińskiego Piotra Tylickiego (1595-1600; potem został biskupem warmińskim, w r. 1603 włocławskim, nareszcie od r. 1607 był krakowskim; † 1616) był od r. 1593 starostą ekonomji rogozińskiej; o nim jako o staroście człuchowskim znajdujemy wiadomość w dwóch przywilejach zawartych w tzw. „Grünes Buch”: jeden pochodzi z dnia 23-go czerwca r. 1600 i dotyczy Neumühl przy Buchholz, wystawiony in arce Schluchoviensi; drugi z dnia 20. maja 1609 r. dla młyna mękowskiego koło Wierzchowa, dany in castro Schluchoviensi. Prócz tego znajdujemy w programie progimnazjum frydlandzkiego z r. 1885 str. 16 n. pismo króla Zygmunta III. do Tylickiego z dnia 20. kwietnia r. 1605 zachowane w orginale. W tym to dokumencie figuruje już jako kasztelan brzeski; umarł nim 10. lipca 1609 r. Podczas gdy Stanisław Latalski niemal zawsze rezydował w Człuchowie, zdaje się, że Tylicki rzadko tam przebywał. Jako następcę jego na starostwie człuchowskiem spotykamy w r. 1612 Ludwika Wejhera; wówczas jemu jako staroście człuchowskiemu oddano urząd pruskiego podskarbiego krajowego oraz ekonoma malborskiego. W osobie Ludwika spotykamy w Człuchowie poraz pierwszy członka rodziny Wejherów, która w Prusiech 17. stulecia tak wielką odegrała rolę. Ojciec Ludwika, Ernest Weiher, z Pomeranji przeniósłszy się na Pomorze, a staraniem słynnego Piotra Skargi w r. 1585 wrócił na łono Kościoła katolickiego. Ludwik umarł w r. 1616 podkomorzym chełmińskim. Na urzędzie tym był on następcą brata swego Jana, który po Ludwiku otrzymał starostwo człuchowskie.
Podług relacji chojnickiej kroniki jezuickiej przejął archidiakon Jan Doręgowski swego czasu także probostwo człuchowskie. Posiadał je atoli co najwyżej cztery do pięć lat. W ordynacjach zestawionych przez kanonika Rogaczewskiego, wysłanego przez arcybiskupa Gembickiego w r. 1616 do archidiakonatu kamieńskiego, a potwierdzonych przez arcybiskupa pod datą 30. stycznia 1617 r. napotykamy Michała Doneraua (Dunravius) już jako dziekana człuchowskiego. Że Donerau był proboszczem w samem mieście, tego dowiadujemy się z pisma starosty Jana Wejhera pod d. 30. czerwca 1617 r., w którem ten odpowiada na rozmaite mnogie skargi człuchowskiego dziekana i proboszcza Doneraua. „Ad juridicam affectationem” opiewa formuła wstępna. Sprawa rozgrywała się więc przed sądem zamkowym. Pierwsze dziewięć punktów skargi tej odnosiły się do kościoła, dalsze do beneficjata.
Rozbieram poszczególne punkty dotyczące kościoła:
1. Quod cives eam (sc. Ecclesiam), non frequentent, sed ab auditu veritatis avertant, ad fabulas autem convertantur et ad ministros circum circa latitantes confluant: unde fit, ut illa maneat ruinosa, facie inculta, hispida et exsanguis.
2. Quod festa Ecclesiae hactenus non celebraverint. W odpowiedzi na te skargi starosta rozporządza: Ut cives atque incolae civitatis Człuchoviensis Ecclesiam suam parochialem frequentent, sub paena trium grossorum Ecclesiae usibus applicandorum, quam unusquisque eorum, qui in Ecclesia quolibet festo non adfuerit, parocho vel quem ille ad hoc designabit, reponat.
3. Quod aliqui civium, et nominatim unus consulum, dictus Michael Joede, soleant domi suae postillam haereticam legere et populum ad Ecclesiam euntem ad se allicere.
Na to starosta: Ut nullus civium audeat posthac in domo sua conventicula struere et aliis civibus convenientibus postillam legere in parochi praeiudicium, idque sub paena arbitraria, quam iidem consules per medium ad aerarium publicum, per medium ad Ecclesiam reponent.
4. Quod opifices non solvant Ecclesiae ceram, prout in antiquis erectionibus suis a Crucigeris datis, quas Rollen vocant, habetur; item, quod iidem vexilla non gestant in processione, ut solebant.
5. Quod haeretici nolint cedere agris Ecclesiae, quos arant: quod est contra constitutiones Illustrissimi Archiepiscopi nostri.
Na te dwa punkty nie daje się żadnej odpowiedzi. Inaczej na następujący:
6. Quod campanis profanis in praetorio pulsent, dum eos, qui sine Sacramentis moriuntur, sepeliunt, quod fit in defectum et vilipendium campanarum ecclesiasticarum. Inhibuit hoc facinus Dominus Koporowski sub mulcta centum aureorum Magnificentiae Vestrae persolvenda; illi tamen obstinati contravenerunt.
Starosta: Ut campana horo[lo]giali in praetorio existenti pro sepultura suorum mortuorum non utantur, multo minus illa altera, qua uti solent tum temporis, dum malefici ad supplicia educuntur, siquidem id est contra civicam honestatem.
7. Quod coemiterium novum (quod eis hactenus semper est prohibitum) velint exstruere et sepibus circumdare: quibus sepibus via vel saltem semita multorum conversioni intercluderetur.
Starosta dedit facultatem praefatis civibus coemiterium sive hortum pro sepultura mortuorum aedificare, praecavendo illud, ne ad sepulturam talem ministros suos Lutheranos advocent.
8. Quod Cantori nolint solvere solitum stipendium, ea de causa, quod funera haereticorum non vult deducere cum cantu ad sepulturam: quod nec ab illo fieri nec a parocho concedi bona conscientia potest.
9. Ultimo, quod velint novam scholam sibi instituere: quod cum iuramento et furia heri affirmavit consul Michael Joede.
Starosta rozporządza, ut Cantori salarium secundum antiquum morem solvant, ab aedificatione autem scholae novae in eadem Civitate omnino abstineant: idque sub paena arbitraria.
Następują trzy dalsze punkty; powód mówi przy tem o sobie w pierwszej osobie:
1. Quod annuatim stipendium nimis parvum solvant, scilicet 20 florenos, ex qua pecunia etiam Cantori partem communicare debeo; item, quod non dant offertoria paschalia et, uno verbo, nulla accidentia.
Pozostaje bez odpowiedzi (względnie rozporządzenia).
2. Quod cum summa iniuria adimant partem agri in Hoppenbruch, cum tamen ante res iam sit iudicata per Dominum Sławoszewski et praedecessori meo adiudicata.
Odnośnie deputavit Illustrissimus Dominus Palatinus generosum Dominum Albertum Bagniewski ad videndum agrum Hoppenbrogt dictum, quem parochus a praefatis civibus sibi adimi queritur: ex cuius relatione Illustris et Magnificus Dominus Palatinus de statu rerum, quae in controversia versatur, cognoscet.
3. Quod tres hortos plebanales pro suo libitu vendant, mutent et cum illis disponant tanquam cum propriis et haereditariis, et mihi nolint restituere, cum tamen bona Ecclesiae non possint divendi et abalienari.
Starosta rozporządza, quatenus hortos tres et medium quarti ad parochiam praefatam Człuchoviensem pertinentem post collectionem fructuum anni praesentis parocho proprio tradant possidendos.
Słowa zamykające odpowiedź przytoczyliśmy już wyżej; powtórzymy je tutaj: Quas quidem suprascriptas constitutiones cives Człuchovienses susceperunt. Podpis: Joannes Weyher Palatinus Culmensis, Capitaneus Człuchoviensis.
Źródło, z którego czerpałem rozporządzenia starosty, powyżej już podałem. Skąd zaś znam treść oskarżeń, na które odpowiedziano owemi rozporządzeniami? Wyjąłem je z „Conitzer Kirchen-Geschichte” von Isaak Gottfried Goedtke, manuskryptu, z r. 1734 obecnie znajdującego się w chojnickiej Bibljotece gimnazjalnej. W nim to znajdują się na str. 104 dwa „listy” wpisane ręką Benwitza; ten zaś odpisał je z Goedtkego w r. 1760 pisanej Kirchengeschichte der kleinen Städte Pommerellens str. 21; rękopis ten codopiero wspomniany wymienia on jako znajdujący się w registraturze kościoła ewangelickiego. „Listy” same zaś Benwitz, jak mimochodem powiada, jeszcze w r. 1824 widział w archiwum miejskiem. O tych samych pismach Junker w rozprawie programu gimnazjalnego z r. 1841 str. 9 uwaga 1 oświadcza: „Sie befinden sich noch, wahrscheinlich in Abschrift, weil ohne Datum und Unterschrift, im Stadt-Archiv”. Niestety obecnie już tam się nie znajdują; nie można też dociec, dokąd je wywieziono, mam jednak nadzieję, że ich nie zniszczono. Nie pozostaje nam zatem inna droga, jak rozprawić się z odpisem Benwitza sporządzonym z odpisu Goedtkego. Rozpoczyna się słowami: I. Querimonia ecclesiae parochialis, tempore crescentis lutheranismi in Civitate Conizensi, instituta et facta. Sine die et anno. Następują z kolei punkty skargi 1-9, jak je powyżej dosłownie przytoczyliśmy. Potem widzimy nowy napis: II. Querimonia Parochi Conizensis instituta et facta. Sine die itidem et anno. Aliud genus injuriarum Parochum proprie concernentium. Pod tym napisem figurują trzy skargi osobiste proboszcza. Na końcu uwaga: Haec sunt praecipua iniuriarum capita - caetera enim minuta haec Charta capere non posset - quibus ego et ecclesia mihi commissa a civibus afficitur. Że słowo „ego” odnosi się do ks. Michała Doneraua, to według mnie nie ulega żadnej wątpliwości. Czytaliśmy bowiem zaraz w wstępnie reskryptu starościńskiego: Ad juridicam affectationem Donrauii Decani et parochi Człuchoviensis.
Z tych słów pozatem wynika, że wcale nie chodzi o „listy” (Benewitz); jest to raczej formalna skarga podana do sądu zamkowego, którą załatwiono, jak to w owych czasach (1617) było rzeczą zwykłą, drogą całego szeregu rozporządzeń administracyjnych.
W obecnym wypadku umyślnie nie podałem skarg i odpowiedzi jednych za drugiemi, każde in continuo, lecz zestawiłem tekst korespondujący tu i tam, aby uwydatnić jak najsilniej bezpośrednią przynależność i łączność. Chodzi bowiem o to, aby nareszcie zniweczyć zastarzały błąd historyczny, rozpoczęty przez Goedtkego i, jak zwykle, bezkrytycznie odpisywany przez wszystkich następców, którzy pisali o historji reformacji w Chojnicach. „Ob zwar die Einwohner hieselbst”, tak rozpoczyna się zaraz dzieło „Kirchengeschichte der Stadt Conitz, von Isaac Gottfriedt Gödtke, Königl. Poln. Hoff-Raht und Burgermeister in Conitz”, odnosząc wszystko do Chojnic, „von denen römischen Kirchen-Gebräuchen ungefehr um das 1545. Jahr abzuheben angefangen, dagegen in der Nachbarschafft hin und wieder seyenden evangelischen Predigern zur Anhörung reinen göttlichen Wortes und zum Gebrauch des heiligen Sakraments unter beyderley Gestalt sich in der Stille hingewendet: so haben sie sich iedennoch zu dem Glaubensbekenntniss, welches die protestantischen Reichs-Stände dem römisch-teütschen Kayser Karl dem Fünften 1530 zu Augspurg offentlich übergeben, allgemacht zu verstehen nicht gescheüet. Der damahlige Pfarrer in Conitz, ein Einzögling des Ortes, dessen Nahmen aber nicht aussfündig zu machen ist, hat sein Missfallen über solche Religions-Veränderung dem schlochauischen Ammts-Hauptmann zu einer nicht bekannten Zeit in zweyen kleinen Schrifften deütlich zu erkennen gegeben”. Przez te „dwa małe pisemka” rozumie Goedtke podania, które Benwitz później ze swojej strony schakteryzował jako „listy”. Goedtke mniemał, że takowe wyszły od proboszcza chojnickiego, urzędującego w czasie po r. 1545: „Man kan nicht anzeigen, wie dieselben mögen aufgennomen worden seyn; indessen ist es offenbahr am Tage, dass damit gar nichts zu des Pfarrers Vortheil aussgerichtet ist. Denn Stentzel Liatalski, Graff zu Labischin und königlicher Hauptmann des Hauses Schlochau, war selbst ein Bekenner der gereinigten Lehre, welcher die Einwohner derer dreyen zu dem Ammte gehörigen Städte zur Annehmung des Evangelii ungemein anfrischte, und ihnen dazu auf mancherley Weise zu gelangen Gelegenheit gab”.
Wzwyż udowodniliśmy, że Stanisław Latalski dopiero od r. 1557 był starostą człuchowskim. Coprawda dużo, bardzo dużo zdziałał on dla rozszerzenia protestantyzmu, ale proboszcz katolicki chojnicki nigdy zapewne do niego nie wniósł podania, napewno nie w czasie krótko po r. 1545. W tem tylko Goedtke mógłby mieć rację, gdyby właśnie w tej epoce upatrywał czas crescentis Lutheranismi in civitate Conizensi. W tym zaś wypadku nie starosta (Janusz Latalski), lecz Kaspar Jeschke, powróciwszy z Lipska, byłby duszą całej akcji.
Co Junker w rozprawie kilkakrotnie już przytoczonej podaje, to wszystko pochodzi z manuskryptu Goedtkego z r. 1734. Poprzednio wspominając rok 1543 bezpośrednio potem pisze: „bald nach dieser Zeit fand die neue Lehre auch in Conitz Eingang. Vor allen Andern zeichnete sich hierin der Consul Michael Jöde aus. In seinem Hause wurde an Sonntagen mit gleichgesinnten eine postilla haeretica gelesen. Alle Leute, die zur Kirche vorbei gingen, wurden von ihnen angerufen und dahin gezogen, wo sie sich erbauten, und die Kirche wurde jeden Sonntag leerer. Bald kamen die Leute gar nicht zur Kirche; feierten keine Kirchenfeste; die Fahnen wurden bei den Processionen nicht mehr getragen; der Pfarrer selbst bei schweren Krankheiten nicht mehr gerufen, um die auf dem Todbette Liegenden mit den heiligen Sacramenten zu versehen. Da nun denjenigen, welche ohne Sacramente verstorben waren, die Beerdigung auf dem geweihten Kirchhofe versagt, das Glockengeläute der Pfarrkirche nicht gestattet wurde, und auch der Cantor die Leichen nicht mit Gesang zu Grabe geleitet durfte, so wurde diesen das Salarium entzogen; statt der Pfarrglocken wurden die auf dem Rathhause hangenden Rathsglocken gezogen; ein neuer Begräbnissplatz ausserhalb der Stadt bereitet und mit einem guten Zaune versehen; der Pfarrer selbst erhielt kein Ostergeschenk und keine Accidenzen mehr. Vergebens erhob derselbe seine Stimme gegen diese unerlaubten Neuerungen; vergebens reichte er zu zwei verschiedenen Malen dem Starost von Schlochau schriftlich seine Klagen ein. Dieser, entweder noch Joannes Liatalski (...seit 1545 Starost oder Amtshauptmann von Schlochau), der lutherischen Lehre angeblich nicht abgeneigt, oder, was wahrscheinlicher, schon dessen Sohn Stanislaus, seit 1550 Starost und eifriger Anhänger der neuen Lehre, schickte zwar diese Klagen und Beschwerden dem Rathe von Conitz zu; sie blieben aber unter solchen Umständen unbeachtet und ohne Erfolg”.
W powyżej podanych wywodach znajdujemy choć ziarnko tylko prawdy, mianowicie to, że mówi się o skargach pisemnie do starosty człuchowskiego wystosowanych. Że starostą tym był Jan Wejher, a nie Janusz ani Stanisław Latalski, dla nas już dawniej było rzeczą jasną. Żeby się załatwić zaraz z stroną formalną: mamy wrażenie, że dziekan i proboszcz Donerau codopiero wspomnianemu staroście zaraz przy objęciu przez niego urzędu poskarżył się w gorzkich słowach. Ten zaś zapewne zażądał od proboszcza pisemnego ustalenia poszczególnych punktów, aby móc wydać odpowiednie zarządzenia ochronne. To też Donerau uczynił zestawiając poszczególne zażalenia w dwóch serjach. Aby zresztą dać do zrozumienia, że podaje tylko najgłówniejsze zażalenia, używa na końcu wyrażenia: wszystkich szczegółów, któremi kościół jego parafjalny czuje się pokrzywdzony, minuta haec charta capere non posset - któżby przy tych słowach nie wyczuwał mimowoli choć słabej tylko reminiscencji końca ewangelji św. Jana (21, 25)? Donerau chce zaznaczyć: Z wszystkiem, co według zasad sprawiedliwości trzebaby było urgować, nie znalezionoby przecież końca; niech się tedy skończy na tem, co się mieści na tej kartce. - Nie wierzę, żeby wyrażenie to inaczej rozumieć trzeba (może zupełnie dosłownie); nadto uważam mniemanie, jakoby podano skargi te dwukrotnie i oddzielnie, za błędne; ujęte są tylko w dwie oddzielne grupy.
Uderza, że Goedtke i wszyscy, którzy od niego odpisywali, wcale nie odczuwali, że gwałcą gramatykę tłómacząc w drugim punkcie oskarżenia wyraz hactenus w znaczeniu „już nie” (die Kirche wurde jeden Sonntag leerer. Bald kamen die Leute gar nicht zur Kirche, feierten keine Kirchenfeste; die Fahnen wurden bei den Processionen nicht mehr getragen). Atoli hactenus znaczy „aż dotąd”, zatem, aby pozostać przy co dopiero wspomnianych punktach: Mieszczanie nie uczęszczają do kościoła; nie obchodzą nakazanych (katolickich) świąt kościelnych; rzemieślnicy nie płacą kościołowi woskowego, przewidzianego w wilkierzach (Rollen), nie noszą też chorągwi na procesjach, jak to jednak dawniej było zwyczajem. I tak trzeba wszystkie punkty analogicznie zrozumieć: nie ma mowy o jakiemkolwiek „już nie”, lecz chodzi o sprawy „hic et nunc”.
Całe to zamieszanie sprawiły owe dwa nagłówki (Querimonia Ecclesiae parochialis ...in civitate Conizensi i Querimonia parochi Conicensis), których autora nie znamy. Zdaje się, że w dpisach, znajdujących się podług Junkera jeszcze w r. 1841 w chojnickiem archiwum miejskiem, nagłówki owe, będące początkowo widocznie tylko napisem dorsalnym, wkradły się do tekstu samego. Tak dał się Goedtke przez wyraz „Conizensis” zachodzący w obu nagłówkach w błąd wprowadzić. Inaczej nie mógł nie dostrzec ten wyborny znawca najdawniejszych ksiąg radzieckich i sądowych miasta Chojnic, że ten unus consulum, dictus Michael Joede, wcale nie należy do Chojnic; ba, mógłby był go znaleźć we własnej osobie w drugiej z rzędu księdze radzieckiej (Abt. 320 nr. 2 archiwum państwowego gdańskiego): na karcie 197 (teraz 191) wymieniony tam „der fürsichtige Michaell Joede von Slochow”; notatka ta należy do roku 1610.
Także dominus Sławoszewski, o którym wzmianka w drugim punkcie drugiej serji, figuruje w chojnickiej księdze ławniczej Abt. 320 nr. 23. Nie mogąc tu szczegółowo nim się zająć odsyłam czytelnika do rozprawki Fr. Schultza, Ein Schwabenstreich der Schlochauer Bauern am 16. Juni 1612, w Mitteilungen des Westpreussischen Geschichtsvereins, rocznik 6 (1907) str. 28-31. Sławoszewski był bez wątpienia jakąś osobą urzędową w zamku człuchowskim, sądzę, że był podstarościm (vicecapitaneus). W tym charakterze przysądził był poprzednikowi proboszcza Doneraua parcelę rolną w Hopfenbruch. Toż pole Hopfenbruch (Hoppenbruk) pod Człuchowem wspomina jako własność (po części) kościelną protokół wizytacyjny Trebnica z r. 1652 (Fontes tom 11 str. 45).
Nie ulega więc najmniejszej wątpliwości, że wiadomości zawarte w Querimoniae, które w dotychczasowych opracowaniach wszędzie i zawsze odnoszono do Chojnic, do Chojnic wcale nie należą. Zresztą zaś rzucają one ciekawe światło na trudności, z któremi musiała się borykać katolicka przeciwreformacja tak w Człuchowie, jak w innych zapewne miastach i miasteczkach pomorskich. Zdaje się, że warto pod tym kątem widzenia jeszcze raz uprzytomnić sobie skargi dziekana i proboszcza człuchowskiego z r. 1617.
Z rozkazu królewskiego wydanego 15. kwietnia 1599 r. musieli lutrzy człuchowscy, zapewne z ciężkiem sercem, odstąpić kościół parafjalny katolikom, zdołali jednakże jeszcze całe 10 lat utrzymać przy nim swojego predykanta. Czy ten jeszcze miał następcę, nie można stwierdzić. Tyle jest pewnem, że od czasu objęcia parafji człuchowskiej przez archidiakona Jana Doręgowskiego z katolickiej strony poczynano sobie ostrzej, tak iż trudno pomyśleć, aby w mieście przynajmniej mógł przebywać duchowny nowej wiary.
Trzeba sobie też przypomnieć, że wówczas już pierwszy z Weiherów był starostą człuchowskim. Tak tedy mieszczanie nie chcąc ani słyszeć o nawróceniu się na katolicyzm przy nadarzającej się sposobności udawali się do „sług słowa Bożego” pozostałych jeszcze na majątkach szlacheckich w okolicy miasta. Do kościoła miejskiego oczywiście nie uczęszczali i w niczem nie przyczyniali się do jego utrzymania. Wzbraniali się święcić katolickie dni świąteczne. Niektórzy, z członkiem rady miejskiej Michałem Joedem na czele, czytywali w domu postylę heretycką, starając się ponadto zwabić lud do siebie i nie pozwalać mu na uczęszczanie do kościoła katolickiego. W dawnych wilkierzach cechowych, pochodzących jeszcze z czasów krzyżackich, były przepisy dotyczące dostawy wosku na świece kościelne. O wykonaniu tych postanowień nie było już mowy. Dawniej cechy miały sobie za zaszczyt nosić chorągwie w czasie procesyj; zwyczaj ten ustał. Arcybiskup Baranowski († 23. września 1615) zabronił wydzierżawiania gruntów kościelnych innowiercom, pozostawiania ich w dzierżawach kościelnych, ale luterscy obywatele człuchowscy wzbraniali się ustąpić z dzierżaw. Nieco wcześniej wydano ostry zakaz bicia w dzwony ratuszowe przy pogrzebach osób umarłych bez Sakramentów św., ale do tego zakazu zupełnie się nie stosowano. Nie dosyć tego, noszono się nawet z myślą, przeprowadzić teraz to, na co dotąd pod żadnym pozorem nie pozwolono, mianowicie założyć osobny dla siebie cmentarz i ogrodzić go. Kantorowi katolickiemu nie dostała się naturalnie jego należność, ponieważ odmówił uczestnictwa w pogrzebach akatolików; inaczej postąpić nie mógł jako katolik, nie mógł też na to pozwolić proboszcz. Wreszcie zamyślano nawet założyć nową szkołę: sprawą tą najwięcej się zajmował radca miejski Michał Joede.
Co do własnej osoby proboszcz skarży się na zbyt niskie salarjum roczne, wypłacane mu przez miasto; wynosiło ono tylko 20 złotych, z których część jeszcze trzeba było oddać kantorowi. Nie było już zwyczajnych dochodów wielkanocnych; i nie tylko te ubyły, lecz i wszystkie inne opłaty t. zw. jura stolae. Co zaś do gruntów plebańskich, usiłowano wydrzeć przysądzony mu prawnie udział w roli Hopfenbruch. Stało się to przez p. Sławoszewskiego na rzecz poprzednika ks. Doneraua, po nazwisku nie wymienionego; prawdopodobnie był to sam Doręgowski. Należy jeszcze i to zaznaczyć: pole Hopfenbruch wskazuje, że chodzi o Człuchowo, a nie o Chojnice. W wizytacji Trebnica (z r. 1652) wymienione jako do człuchowskiego kościoła parafjalnego najprzód cztery włóki; potem dodano: Sunt et aliae portiones agri dicti Kawle in diversis campis, quibus additus Hoppenbruk, cui adiuncta est portio terrae in hortos distributa, alias Lemkulen dicta, civibus elocata per partes. Może być, że przez te glinki rozumie się ogrody proboszczowskie (horti plebanales), o których w ostatnim punkcie skargi czytamy, że mieszczanie poczynali sobie z niemi według swego upodobania tak, jakby były ich własnością, chociaż sprzedaż kościelnych posiadłości albo jakikolwiek inny sposób pozbycia się ich zupełnie były wyłączone. Liczba ogrodów należących do beneficjum wynosiła 31/2.
Na tem kończy się to, co dziś jeszcze ustalić można w sprawie reformacji i przeciwreformacji w Człuchowie. Dziekan Donerau umarł w r. 1621. Następca jego tak w urzędzie proboszczowskim jak i w dziekańskim, Jakób Montowski, uciekł, wskutek czego parafja dnia 26. kwietnia 1624 r. przez oficjała została ogłoszona jako osierocona. Kto wtedy probostwo objął, nie wiadomo. Jako dziekan zaś dekanatu człuchowskiego występuje w erekcji (a raczej nowej erekcji) parafji konarzyńskiej r. 1629 tamtejszy proboszcz Adam Miełaczewski. Jak powyżej wspomnieliśmy, za przykładem Latalskich także rodzina Konarskich w swoim czasie przeszła na luteranizm ugruntowując nową wiarę w swoich posiadłościach. Jednego predykanta luterskiego w Konarzynach nazwać możemy: był nim Maciej Patritius w r. 1573 (por. Fontes tom 11, str. 164). Pierwszy z Konarskich wrócił na łono Kościoła katolickiego prawdopodobnie Dawid Konarski: w roku 1589, w którym go biskup Hieronim Rozrażewski proponował na opata oliwskiego, był kanonikiem krakowskim i prawnikiem w kancelarji w. koronnej pod Janem Zamojskim; co do stopnia święceń był w r. 1590 jeszcze diakonem, dopiero dnia 15. sierpnia otrzymał święcenia kapłańskie. Wszyscy bracia opata, o ile ich znamy, byli początkowo lutrami, później zaś po koleji przechodzili na katolicyzm. Jako senjora (przynajmniej w stosunku do Feliksa, o którym zaraz będzie mowa) znajdujemy na miejscu wymienionem str. 83 Michała Konarskiego: gdy w grudniu 1600 r. składał wyznanie wiary katolickiej posiadał już starostwa hamersztyńskie i białemborskie; do obu tych jako też do kiszewskiego dodano mu w r. 1611 jeszcze starostwo grudziądzkie. Od r. 1603 kasztelan gdański przeszedł w r. 1606 na kasztelanję chełmińską, wreszcie (1611) postąpił na województwo pomorskie, na którem w r. 1613 umarł. Młodszy brat (frater iunior) Feliks Konarski został katolikiem w marcu 1600; posiadał dobra grupskie w powiecie świeckim, lecz zdaje się, że długo przebywał w Oliwie i na majątkach klasztornych; umarł w sierpniu 1609 r. Ostatni Stanisław, w listopadzie 1597 jeszcze luteranin, później katolik (tamże str. 101, por. uwagę 2), był 1606-17 kasztelanem gdańskim, odtąd aż do śmierci w r. 1625 wojewodą malborskim. Opat Dawid Konarski umarł 17. maja 1616 r.
Jak z wzwyż wymienionymi braćmi Konarskimi spokrewniony był dominus Konarski, co do którego Ordinationes et Decreta z dnia 30. stycznia 1617 polecają archidiakonowi Janowi Doręgowskiemu, aby się postarał o wydanie pozostałości po jakimś księdzu Obornickim (Obornicius), i to Ecclesiae, cui praefuit, z całą pewnością stwierdzić nie możemy. Chodzi tu prawdopodobnie o posiedziciela dóbr konarzyńskich 1616/17 r. W r. 1623 był nim Mirosław Konarski, chorąży pomorski. Od tego to Mirosława pochodzi wyżej już wspomniana „erekcja” parafji konarzyńskiej z r. 1629. Zresztą wciągał on do obowiązań także inną szlachtę w parafji osiadłą.
W podobny sposób już o jedenaście lat wcześniej (w r. 1618) wydano dla parafji chojnickiej „pewne postanowienie i nigdy nie odmienne in vim erectionis” przez szlachtę sąsiednią: Piotra Lewald Powalskiego, Jana Gleissen Doręgowskiego (ojca archidiakona) i Pawła Knuta. Chodzi tu o to, ażeby do pewnego stopnia zaradzić potrzebom tak kościoła chojnickiego jak i parafji, którym t. zw. reformacja znaczne rany zadała. Uderza, że pan Powalski przy tej sposobności dziedziczne swe dobra Powałki włącza do chojnickiej parafji, chociaż dopiero w roku poprzednim (1617) „Capella in Powalki” została przekazana kościołowi parafjalnemu nowocerkiewskiemu. Jeżeli się nie mylę, odtąd wprawdzie posiadłości Powalskiego należały do związku parafjalnego chojnickiego, lecz dla niemożności odprawiania nabożeństw przez duchowieństwo chojnickie proboszcz nowocerkiewski obsługiwał kościół w Powałkach. Pan Powalski posiadał też połowę Kłodawy, która to miejscowość (conajmniej od tego czasu) należała do parafji nowocerkiewskiej i dziś jeszcze do niej należy. Na str. 144 w Fontes, tom 11, czytamy: „Od połowice Kłodawy; to za nagrodę dla snadnieiszego wychowania kapłana z Nowey Cerkwi, ktory Powalskim kosciolem zawiadowac będzie, ma zostac: ktore to zawiadowanie przez księdza Nowocerkiewskiego ma się stac per tertiam hebdomadam, ktoremu z osobna tesz powinien dawac będę z dworu Powalskiego na rok dwa złote Polskie pieniędzy”.
Plebanem nowocerkiewskim w latach 1622 i 23 był jakiś Stanisław Jeżewski (Jezevius). W r. 1639 był nim Jan Magnuszewski, który z chojnickimi predykantami miał spór w sprawie pogrzebu jakiejś sługi zmarłej w Nowejcerkwi. Rzecz ta poszła wprawdzie do sądu, ale nie była przedmiotem wyroku, bo w międzyczasie proboszcz chojnicki Jan Banner zawarł ugodę z lutrami swej parafji i predykantami ich dnia 9. sierpnia 1639 r. „Nach diesem trat nun völlige Ruhe ein, und aller Streit mit der katholischen Geistlichkeit hatte ein Ende”
DODATKI:
I. Archiwum państwowe gdańskie. Abt. II. nr. 3, karta 75 n. Król Zygmunt August asekuruje Januszowi Latalskiemu sumę 18000 złotych pożyczonych na starostwo człuchowskie.
Sigismundus Augustus etc. Significamus etc. Quia nos nostra et Reipublicae nostrae necessitate exigente recepimus in mutuum ante biennium a Magnifico Janusio de Liatalicze, Palatino Posnaniensi, Slochouiensi et Juniwladislauiensi Capitaneo, summam pecuniae decem octo millium florenorum monetae et numeri Regni nostri per 30 grossos computatorum. In qua summa obligaveramus ei arcem nostram totumque Capitaneatum Slochouiensem cum omnibus eius utilitatibus, usque ad integram summae praefatae restitutionem tenenda et possidenda; sed cum ea obligatio nobis et reipublicae minus commoda videretur, cessit in gratiam nostram ipse Magnificus Joannes de Liatalicze Palatinus Posnaniensis obligatione eadem, volens ultro alia quapiam obligatione et de eadem summa certificatione nobis commodiore, ipsi vero non nociva acquiescere. Nos igiter volentes eum alia ratione de eadem summa securum facere, eandem summam decem octo millium florenorum monetae et numeri suprascriptorum praefato Magnifico Janusio Palatino eiusque filiis generosis Stanislao, Joanni et Georgio in et super arce quidem et toto Capitaneatu Slochouiensi praefato, sed modo seu titulo annuae extenuationis et minorationis praefatae summae demonstrandam ac inscribendam duximus, prout demonstramus et inscribimus tenore praesentium, consilio et consensu consiliariorum nostrorum accedente. Ita videlicet, quod praefatus Magnificus Janussius de Liatalicze Palatinus Posnaniensis eiusque filii praenominati arcem praedictam totumque et integrum Capitaneatum et districtum Schlochouiensem in terra nostra Prussiae consistentes cum omnibus et singulis oppidis, villis, praediis aliisque universis bonis ad ipsam arcem et Capitaneatum spectantibus et pertinentibus - quae bona volumus hic haberi pro expressis - habebunt, tenebunt et possidebunt: cum omnibus et singulis utilitatibus fructibus usibus censibus proventibus reditibus attinentiis et pertinentiis, nullis exceptis: eosdem omnes et singulos proventus pro se pleno iure percipientes et in usus suos, quos voluerint, convertentes. Ea tamen lege et conditione, ut incipiendo a proxime futuro festo Circumcisionis Domini anni Domini 1553 in singula deinceps festa Circumcisionis Domini sese continue et immediate sequutura trecenti floreni pecuniae eiusdem monetae et numeri de summa et debito praefatorum decem octo millium florenorum ipsi Magnifico Janusio filiisque suis praefatis defalcentur, minuantur et decedant. Promittentes pro nobis et successoribus nostris, quod eum filiosque eius praenominatos in possessione et usu fructu arcis et Capitaneatus praedictorum conservabimus, tuebimur et evincemus, successoresque nostri conservabunt, tuebuntur et evincent; neque eos possessione dictae arcis et Capitaneatus quovis modo privabimus aut successores nostri privabunt, neque privari nos nostrique successores permittemus, usque dum extenuatio praefatorum decem octo millium florenorum modo praemisso completa fuerit: praeterquam si nos ipsi pro mensa et usu nostro proprio Regio bona eadem eliberare voluerimus: tum hoc nobis et nemini alteri licebit: sed nonnisi elapsis quindecim annis continuis a proxime futuro festo Circumcisionis Domini incipiendo, restitutaque Magnifico Janusio de Liatalicze filiisque suis praefatis summa debiti, quae extenuationi et defalcationi praemissae superfuerit. Quod si forte in derogationem praemissorum in toto vel in parte per quempiam est aut erit impetratum a nobisque vel Serenissimis successoribus nostris concessum, illud ipsum hisce literis nostris tollimus, cassamus et abrogamus nihilique praesenti nostrae concessioni officere posse decrevimus. Harum etc. Datum Piotrcouiae feria tertia post Dominicam Reminiscere proxima in Conventione generali Regni nostri. 1552. Praesentibus etc. Per manus Magnifici Joannis Oczieski Regni nostri Cancellarii, Succamerarii et Burgrabii Cracouiensis, Sandecensis et Olstinensis Capitanei. Sigismundus Augustus Rex subscripsit.
II. Archiwum państwowe gdańskie. Abt. 11 nr. 3, karta 76 n. Król Zygmunt August pozostawia Stanisława Latalskiego w posiadaniu starostwa człuchowskiego aż do śmierci.
Sigismundus Augustus etc. Significamus etc. Quia rationem habentes meritorum Magnifici olim Janussii Latalski de Labissin, Palatini Posnaniensis, Sluchouiensis Capitanei, generosi Stanislai Latalski Juniwladislauiensis et Sluchouiensis Capitanei patris, et aliorum maiorum eius, qui de Serenissimis olim praedecessoribus nostris, nobis ac Republica Regni dominiorumque nostrorum optime semper mereri studuerunt; non minorem etiam spem habentes, et ipsum generosum Stanislaum Liatalski, qui non domi solum, sed in aula Serenissimi domini Romanorum regis, patris nostri observandissimi, tum et allis quibusvis honestissimis in locis educatus sit, vestigia maiorum suorum secuturum esse; perspicientesque iam et nunc illius erga nos fidem, observantiam atque ad serviendum nobis et reipublicae Regni nostri promtum et alacre studium in isto suo pro hac necessitate nostra Liuonica adventu ac optima voluntate, qua id omne, quod fidelissimo subdito et servitori nostro pertinuit, erga nos remque publicam Regni dominiorumque nostrorum declarare ac re ipsa praestare videbatur; ac volentes eum nobis et reipublicae nostrae ad id in futurum praestandum alacriorem reddere: eundem ipsum generosum Stanislaum Liatalski, Juniwladislauiensem et Slochouiensem nostrum Capitaneum, in possessione ac usu fructu plenario et integro Capitaneatus Slochouiensis oppidorum, villarum et omnium ad illum ex antiquo pertinentium spectantium et obventionum universarum, nullis penitus exceptis, quemadmodum pater ipsius tenuit et ipse ad praesens tenet, relinquendum et conservandum duximus, relinquimusque et conservamus praesentibus literis nostris ad vitae suae extrema tempora. Promittimusque verbo nostro Regio pro nobis et Serenissimis successoribus nostris, qoud vita praescripti generosi Stanislai Liatalski durante nemini subditorum nostrorum, cuiuscunque status, diginitatis et conditionis illi fuerint, cum de Capitaneatu Slochouiensi memorato nec ulla parte eius redimere promittimus, nec Serenissimi successores nostri permissuri sunt; sed nec nos ipsi pro mensa, fisco et alia quavis necessitate nostra et reipublicae Regni nostri, nec Serenissimi successores nostri redempturi et alia quavis ratione, modo et excogitatione Capitaneatum praescriptum et aliam quamvis partem eius ab illo, quoad vixerit, alienaturi sumus, verum in pacifico quietoque usu et possessione eius ipsius Capitaneatus et omnium ad illum pertinentium tam nos quam Serenissimi successores nostri illum conservaturi sumus. Postea vero, cum vita functus fuerit, persoluta successoribus ipsius summa, quae post vigore prius concessarum literarum nostrarum defalcationem remanserit, Capitaneatus praescriptus Slochouiensis et omnia ad illum pertinentia ad nos pleno iure devolventur. Si vero praefatus Stanislaus Liatalski prius quam moreretur, summam ad extenuationem inscriptam extenuerit Capitaneatusque praefatus nullis summis amplius oneratus esset, extunc tenebitur nobis successoribusque nostris deinceps singulis annis de Capitaneatu praescripto et eius proventibus respondere rationemque dare. Harum etc. Datum in castris nostris apud Poswolie decima die Septembris 1557. Sigismundus Augustus Rex subscripsit.
Copyright © 2001-2003 Jacek Bublewicz